
~ KOŁOWROTEK – CZĘŚĆ II ~
Musiałam dokonać wyboru i powstrzymać się od chęci uczestniczenia w tym wszystkim, nieustannie kręcąc się jak w kołowrotku, pozwalając na to, by ten mechanizm kontrolował moje życie. Nie byłam ofiarą, byłam ochotniczką.
Podczas jednego z tych niekończących się, pochłaniających wszystko momentów rozpaczy, przez które wszyscy przechodzimy; Miałam prawdziwy moment olśnienia. Uświadomiłam sobie, że nie tylko mój ukochany był uzależniony od
narkotyków i alkoholu, ale odkryłam, że ja jestem uzależniona od niego. Chaos i szaleństwo jego uzależnienia sprawiły, że staliśmy się od siebie współuzależnieni. Wiedziałam, że jeśli mam przeżyć i jeśli chcę pomóc mu przetrwać, wszelkie zmiany, które będą miały zostać wprowadzone, powinny zacząć się ode mnie. To, co odkryłam dzięki mojemu
doświadczeniu i doświadczeniu innych, to potwierdzenie prawdy, że nic się nie zmieni, jeśli nic nie zmienisz.
Kiedy w końcu pozwoliłam sobie zaufać i uwierzyć w moją Siłę Wyższą, odpuścić i pozwolić Bogu, uwierzyć, poczuć i doświadczyć Jego obecności, byłam w stanie znaleźć siłę i zdolność do myślenia o innych rzeczach poza moim uzależnionym. To zadziałało dopiero, kiedy dotarłam do końca mojej liny i pozwoliłam sobie znaleźć moją Siłę Wyższą.
Znalezienie Nar-Anon dało mi siłę i nadzieję, o jakich nie marzyłam, ponieważ razem możemy dokonać tego, czego sami nigdy nie bylibyśmy w stanie zrobić. Słuchałam, uczyłam się i zyskiwałam siły. Zejście z tego kołowrotka wymagało ode mnie całej siły, aby się poddać i zejść mu z drogi. Pracowałam ciężej niż kiedykolwiek, skupiając się na sobie i życzliwym dystansie, mając na uwadze umożliwienie mu doświadczania jego własnej podróży, jego własnych doświadczeń oraz tak, jego własnych konsekwencji.
Miłość, jaką darzę mojego syna, jest wieczna, ale nauczyłam się, że on musi iść swoją drogą, a ja muszę mieć swoją. W końcu zrozumiałam sens hasła „żyj i daj żyć”, aby pozwolić mojemu uzależnionemu podejmować własne decyzje, dobre lub złe. Jedyną szansą dla niego jest odnalezienie swojej Siły Wyższej, tak jak ja odnalazłam swoją, bez ingerencji z
mojej strony.
Potrzebowałam lat pracy, by przypomnieć sobie, docenić i ponownie skupić się na tym, za co byłam
wdzięczna w moim życiu: spotkaniach z przyjaciółmi, grze w golfa i przeznaczaniu czasu dla siebie. W wyniku całego tego chaosu zapomniałam o robieniu rzeczy, które kiedyś sprawiały mi radość bez poczucia winy z tego powodu.
Wreszcie wśród tych wszystkich rzeczy zmieniających życie i prawdopodobnie najbardziej satysfakcjonujących ze wszystkich, było pozwolenie sobie na wykorzystanie własnego cierpienia i doświadczeń, aby pomóc innym, którzy doświadczają tego samego co ja. Tylko dlatego, że skupiłam się na pracy nad własnym zdrowieniem, w końcu udało mi
się zejść z tego przerażającego kołowrotka, jakim jest uzależnienie mojego syna.
Jeśli masz za dużo na głowie, prawdopodobnie sam tam to włożyłeś.
W Nar-Anon dowiedziałam się, że umożliwianie to uczenie uzależnionego zależności zamiast odpowiedzialności.
Pozwalałam mu być chorym, by samej poczuć się lepiej.
Dzielnie się doświadczeniem, siłą i nadzieją
( SESH, str. 56)
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA” NUMER 39 ~ WYDANIE 3 ~ WRZESIEŃ 2023 STR.6

~ ODKRYWANIE MOICH WARTOŚCI ~
Kiedy odkryłam, że mój partner uzależnił się od narkotyków, pomyślałam: „Mogę to naprawić”. Zaczęłam szukać i
ośrodków leczenia mityngów pomocowych. Znalazłam nawet terapeutę, który poprowadziłby mnie przez proces
ratowania go. Dosłownie myślałam, że mogę być „bohaterem” tej historii.
Zaczęłam czytać każdą książkę na temat uzależnień, jaką udało mi się znaleźć (żadna z nich nie była książką Nar-Anon). Postawiłam przed sobą to zaszczytne zadanie. Znajdę dla niego odpowiedzi. Wszystko, co musiałam zrobić, to przekonać go o słuszności mojego planu, a „abrakadabra” przywróci mojemu życiu harmonię i spokój, na które wierzyłam, że zasługuję.
Na początku rzeczywiście poczułam się wspaniale. Miałam tyle genialnych pomysłów. Nawet zaplanowałam, w jaki sposób mam go przekonać, krok po kroku, aby się poddał. Stwierdziłam, że wykonałam mój plan doskonale.
I początkowo wydawało się, że to działa. Nawet się na to (i zgodził po kilku zawoalowanych zdecydowanie manipulacyjnych) groźbach z mojej strony.
Niedługo potem wszystko się zawaliło. Tak, poszedł na leczenie. Ale wcale tego nie chciał. Tak, chodził na mityngi. Ale uważał je za irytujące. Woziłam go na nie i uczestniczyłam w nich. Podczas gdy ja czułam, że wszystko, co było
mówione, miało sens i piękne, on uważał to za banalne i bezcelowe. Stopniowo zaczęłam popadać w rozpacz.
Chociaż moje intencje były, przynajmniej częściowo, prawdziwe, to tak naprawdę robiłam to wszystko dla siebie, a nie dla niego. Nie mogłam się do tego przyznać. Oczywiście… nie wtedy. A moja niechęć do niego rosła i rosła. Jak mógł nie widzieć, jak wiele dla niego robię? Jak mógł być aż tak niewdzięczny?
Zaczęłam chodzić na mityngi Nar-Anon, ale to(na początku) było tylko po to, by udowodnić, że jeśli ja mogę to zrobić, to on też może. Ale on uważał, że marnuję mój i jego czas. Zacząłem pogrążać się w szaleństwie, a wartości, które uważałam za ważne, zaczęły stopniowo znikać.
Stałam się pracoholiczką, by udowodnić swoją miłość i wartość, myśląc (co dziwne), że on zobaczy, że jestem o wiele lepsza od tych narkomanów, z którymi się zadawał. Kupowałam mu drogie prezenty, by okazać swoją miłość i oddanie (wiele z nich po prostu zgubił lub oddał). Wszystko kręciło się wokół niego, do tego stopnia, że zaczęłam żyć w ciągłym strachu i niepokoju. Ledwo spałam, a w niektóre dni ledwo jadłam. Bałam się, że wróci do domu i bałam się, że
nie wróci do domu. Na szczęście nadal uczęszczałam na mityngi Nar-Anon, które zaczęłam żartobliwie nazywać moją
„godziną zdrowego rozsądku w tygodniu”. Stopniowo, w miarę jak coraz częściej słuchałam na mityngach i dzieliłam się swoim smutkiem i bólem, zdałam sobie sprawę, że całe swoje życie poddałam uzależnieniu. A to mi nie pomagało. Zdecydowanie nie pomagało to mojej uzależnionej ukochanej osobie.
Musiałam na nowo odkryć swoje wartości. Ale jak? Po mityngu, będąc na kawie z kilkoma przyjaciółmi z Nar-Anon, poruszyłam ten temat. Jedna osoba powiedziała coś, czego nigdy nie zapomnę: „Czy oczekiwałabyś, że uzależniony zrobi dla ciebie wszystko to, co ty próbowałaś zrobić dla niego?”. Z łatwością odpowiedziałam „nie, nigdy, absolutnie
nie”. Odpowiedziała: „Więc czy w tym momencie nie zidentyfikowałaś swoich wartości?”
To było jak grom z jasnego nieba! Dlaczego miałabym robić dla kogoś innego to, o co nigdy nie byłabym w stanie poprosić kogoś innego, by zrobił dla mnie? W Nar-Anon nikt nie mówi nam, co mamy robić, ani nie udziela rad. Pozwalamy sobie nawzajem to rozgryźć, z łagodnością i cierpliwością. Pomogło mi to zmienić moje nastawienie, przestać użalać się nad sobą i zacząć dawać sobie (i mojemu uzależnionemu) przerwę od moich oczekiwań.
Ten chęci program działa, ale wymaga czasu, słuchania i pragnienia zmiany.
Dzięki Nar-Anon mogłam na nowo odkryć moje prawdziwe ja i moje prawdziwe wartości.
Jestem za to dozgonnie wdzięczna.
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA” NUMER 39 ~ WYDANIE 3 ~ WRZESIEŃ 2023 STR.3

~ TO JEST TWÓJ CZAS! ~
Już od jakiegoś czasu przychodzisz na spotkania Nar-Anon. Stałeś się aktywny w swojej grupie i zdajesz sobie sprawę, jak Twoja służba przyczyniła się do Twojego zdrowienia. Zainteresowałeś się współpracą i chcesz robić więcej. Być może dostąpiłeś zaszczytu bycia wybranym na Delegata na Świat, by reprezentować Członków Wspólnoty. To jest twój czas i twoje zaproszenie, aby przez służę przyłączyć się do innych na poziomie światowym.
Niektórzy członkowie opowiedzieli, co to dla nich oznaczało:
● Oddanie tego, co otrzymali za darmo, abyśmy mogli podtrzymywać Tradycję Piątą.
● Pełnienie służby poza poziomem grupy jest przywilejem.
● Zdobycie indywidualnego, szczerego zrozumienia tego, jak działają Tradycje i Koncepcje Służb podczas Światowej Konferencji Służb, aby naprawdę ucieleśnić naszą jedność i integralność.
● Wszyscy jesteśmy częścią tego programu, a służenie jako członek Służb Światowych pozwala
odwdzięczyć się całej Wspólnocie.
Skontaktuj się ze Światowym Komitetem Służb ds. HR (wshrcommittee@nar-anon.org) by uzyskać informacje dotyczycące możliwości pełnienia służby i kwalifikacji na stanowiska.
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA” NUMER 39 ~ WYDANIE 3 ~ WRZESIEŃ 2023 STR.3

PRZEZ 17 LAT WRACAŁAM Z PLECAKIEM PEŁNYM OCZEKIWAŃ
Trudno było mi to napisać, ponieważ nie radziłam sobie ze swoim cierpieniem po to, aby uniknąć zmieniania podstawowych zachowań, które trzymały mnie w miejscu. Przyznanie się do wszystkich sposobów, w jakie muszę odpuścić, jest pierwszym krokiem do tego, aby nie dać się kontrolować moim oczekiwaniom.
Dziś odpuszczam:
♦ Potrzebę posiadania szczęśliwych wspomnień z czasu dorastania moich synów. Muszę
tylko zaakceptować, że nie było ich wiele, jeśli w ogóle. Było ich po prostu bardzo mało.
A intensywność negatywnych wspomnień była tak głęboka, że trudno było ich uniknąć.
♦ Muszę odpuścić bolesne wspomnienia lub przynajmniej upewnić się, że mogę je przeżyć
i nie czuć złości. Oznacza to, że muszę w nie wejść i przez nie przejść.
I jeśli to w ogóle możliwe, nie dopuścić do kolejnych „momentów powodujących stres
pourazowy „.
A więc, muszę się zmienić.
Muszę odpuścić to czy:
♦ Mój syn chce przeczytać książkę, jakąkolwiek.
♦ Mój syn ogląda film, jakikolwiek film, ze mną lub beze mnie.
♦ Mój syn potrafi zjeść przy kuchennym stole; czy je rękoma.
♦ Mój syn posprząta; czy od czasu do czasu umyje zęby.
♦ Mój syn zbuduje więź z kuzynami i siostrą; lub przyjaciółmi.
♦ Mój syn pojawi się w szkole i skończy 10 klasę; ma 17 lat.
♦ Mój syn jest w drużynie sportowej.
♦ Mój syn nie zastrasza innych, nie jest obelżywy i agresywny, ponieważ nie mam nad
nim kontroli – 3 „W”.
W przyszłości odpuszczę to czy:
♦ Mój syn ma pracę.
♦ Mój syn będzie miał dziecko, a ja wnuka.
♦ Mój syn będzie jeździć samochodem.
♦ Mój syn pojedzie do naszego domku na plaży i spędzi tam wakacje.
♦ Mój syn będzie ciepły, miły a nie chory psychicznie przez cały czas.
♦ Mój syn jest trzeźwy.
Oczekiwania
Muszę to wszystko odpuścić i przejść żałobę. Muszę zaakceptować rzeczywistość. Muszę zaakceptować, że wszelkie obawy przed tym, że nie będę miała takiego życia jakie myślałam, że ja i mój partner będziemy mieć razem z naszym synem, nie zostaną złagodzone przez współuzależnienie. Życie nadzieją, że będzie lepiej bez wprowadzania zmian nie wchodzi w grę.
W całym tym smutku, kiedy myślę o tym, jaki mój syn mógłby być, lub jaki powinien być w moim życiu, może uda mi się stworzyć trochę przestrzeni na to, jaki on już w moim życiu jest.
Może uda mi się stworzyć miejsce na zmiany tak, aby moje potrzeby były na pierwszym miejscu, potem potrzeby mojego partnera i moje, a wtedy być może – coś się zmieni. Ale te zmiany zajdą tylko we mnie. Będę inna, trochę mniej taka, jaką chciałam być, lecz zdolna do rozwoju bez oczekiwań blokujących moją zdolność do reagowania inaczej w danej chwili. Po prostu odpuszczę te oczekiwania tak, aby mieć przestrzeń na zmianę. Muszę zmienić
sposób, w jaki reaguję.
Moje współuzależnieniowe działania były nieustanną próbą nawiązania kontaktu z moją bliską osobą uzależnioną, abym, szczerze mówiąc, mogła doświadczyć odrobiny normalności; przyjemnej interakcji między rodzicem a dzieckiem. Przez ostatnie 17 lat pojawiłam się z plecakiem pełnym oczekiwań… ale moje dziecko miało zupełnie inny plan.
Może on po prostu jest inny. I nieważne, ile upiekę szarlotek, nieważne, ile pieniędzy pozwolimy mu mieć, ukraść, czy mu damy, wszystko pozostaje takie samo.
Muszę porzucić potrzebę tego, by on był obecny po to, abym ja mogła zareagować inaczej.
Muszę przeżyć smutek związany z utratą moich oczekiwań. Chyba wciąż jestem na etapie pierwszego kroku: odpuszczania.
Zasługuję na relacje opierające się na zaufaniu, odpowiedzialności, spokoju, pogodzie ducha, szacunku, prywatności, modlitwie, trosce o siebie, uczciwości, równowadze, granicach, radości i cieple.
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA” NUMER 39 ~ WYDANIE 3 ~ WRZESIEŃ 2023 STR.2,3

ANONIMOWOŚĆ
Kiedy przychodzimy na mityng grupy rodzinnej Nar-Anon, jedną z pierwszych rzeczy, które słyszymy, jest: „Będziemy szanować twoją anonimowość”. Dlaczego ważne jest przestrzeganie anonimowości na mityngach grupy Nar-Anon?
Zasada anonimowości ma duchowe znaczenie: dyskrecja (potrzeba ochrony przed ujawnieniem informacji) i równość. Utrzymanie anonimowości w Nar-Anon i poza nim, a także w naszym osobistym rozwoju, jest wspomagane przez Dwanaście Tradycji. Tradycje dostarczają wskazówek dotyczących służby i rozwiązywania naszych wspólnych problemów.
Bezpośrednio o anonimowości poza Nar-Anon mówi Tradycja Jedenasta: Nasz wizerunek publiczny opiera się na przyciąganiu, a nie reklamowaniu; zawsze powinniśmy zachowywać osobistą anonimowość wobec prasy, filmu, internetu oraz innych form środków masowego przekazu. Ze szczególną troską powinniśmy chronić anonimowość wszystkich członków NA.
Wprawdzie Przewodnik dla Służb Lokalnych (GLS) uwzględnia również mityngi otwarte, jednak
ze względu na negatywne nastawienie społeczeństwa do problemu uzależnienia od narkotyków, prowadzenie mityngów otwartych czasami wydaje się nie być bezpieczne. Zamknięte mityngi są miejscem, gdzie członkowie Nar-Anon mogą bezpiecznie dzielić się swoimi doświadczeniami bez obawy o ujawnienie.
Równość wyrażona w anonimowości chroni nas również przed samozwańczymi ekspertami. W Nar-Anon mamy tylko jeden cel: pomagać rodzinom i przyjaciołom osób uzależnionych.
Przestrzeganie zasady anonimowości jako duchowego fundamentu wszystkich naszych
Tradycji pomaga w zdrowieniu i utrzymaniu jedności naszej Wspólnoty.
Drodzy przyjaciele, zapraszamy was do zdrowienia z programem Nar-Anon!
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA” NUMER 39 ~ WYDANIE 3 ~ WRZESIEŃ 2023 STR.1
1 158 odsłon
