
~ STOSOWANIE ZAIMKÓW NA MITYNGACH WIRTUALNYCH ~
Chcę podzielić się moją opinią na temat używania na mityngach wirtualnych przez niektórych członków zaimków po swoim imieniu. Stało się to tematem dyskusji z członkami wspólnoty.
Postrzegam używanie zaimków jako naruszenie Tradycji 10. Grupy Rodzinne Nar-Anon nie mają zdania na temat kwestii zewnętrznych; dlatego nasze imię nigdy nie powinno być uwikłane w publiczne kontrowersje. W naszym podręczniku „Nasze Tradycje” czytamy: „Kiedy dzielimy się sprawami zewnętrznymi, możemy zrazić innych, którzy myślą inaczej lub wywołać niezgodę w naszej grupie”. Dla mnie, jako członka Nar-Anon, Kroki, Tradycje i Koncepcje są podstawą mojego Programu zdrowienia i przynoszą jedność grupom, do których uczęszczam. Postrzegam stosowanie zaimków jako kwestię zewnętrzną, ponieważ identyfikacja płciowa stała się kwestią polityczną nie tylko w USA, ale na całym świecie, choćby w reklamach politycznych w stanie, w którym mieszkam.
Nie ma różnicy między mityngiem twarzą w twarz a mityngiem wirtualnym; na obu należy przestrzegać Tradycji, Koncepcji, jak i zasad uprzejmości. Gdyby mityngi odbywały się tylko twarzą w twarz, czy myślisz, że osoba złożyłaby oświadczenie, w jaki sposób chce być zidentyfikowana? Na mityngach nie używamy on/ona/on/ona. Na mityngach stacjonarnych zwracamy się do osób po imieniu, którym się przedstawiają, a na mityngach wirtualnych po imieniu, które zamieszczają w opisie. W przeszłości, w niektórych krajach, niektórzy członkowie używali pseudonimów. Myślę, że wszyscy musimy pamiętać, że nie obchodzi nas, gdzie mieszkasz, ile możesz mieć pieniędzy, jaki masz zawód lub kto jest uzależniony w Twoim życiu, i nie obchodzi nas, jakiej jesteś płci. Program Dwunastu Kroków może być jedynym miejscem, w którym nie ma to znaczenia.
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA” NUMER 38 ~ WYDANIE 4 ~ GRUDZIEŃ 2022 ~ STR.6

~ ODNAJDUJĄC PIERWSZY PRZEBŁYSK POGODY DUCHA ~
Kiedy po raz pierwszy przyszłam do Nar-Anon, od lat nie zaznałam spokoju ducha. Rzeczywiście byłam kłębkiem nerwów. Nie mogłam spać, nienawidziłam wracać z pracy do domu, prawie wychodziłam z siebie, gdy słyszałam pod drzwiami mojego narkomana. Pielęgnowałam urazy, wszystko brałam do siebie. Nieustannie pytałam Boga „dlaczego ja?”, jakbym była przeznaczona do jakiegoś szczególnego rodzaju cierpienia.
Całe życie znałam uzależnienie. To było obecne w mojej rodzinie od kiedy pamiętam. Nauczyłam się sposobów na ucieczkę od tego i już myślałam, że zostawiłam za sobą te okropności. Jednak jakimś cudem wróciło to do mojego życia, kiedy mój partner doznał kontuzji, uzależnił się od środków przeciwbólowych i ostatecznie używek. Z początku bym w to nie uwierzyła. Ale sytuacja stawała się coraz gorsza, aż nie miałam wyboru i poddałam się tej strasznej prawdzie.
Myślałam, że przyznanie się do tego, co się dzieje, było najgorszą rzeczą do zrobienia. Okazało się jednak, że był to pierwszy krok w kierunku pogody ducha; choć trzeba przyznać, że wtedy nie było to tak odczuwalne. Nastąpiło jednak krótkie wytchnienie od ciągłego zamartwiania się i strachu. I to wystarczyło, żebym wracała na kolejne mityngi. Być może odpowiedzi nie można było znaleźć ze względu na obsesję na punkcie zachowania uzależnionego czy unikanie rzeczywistości.
To nie stało się z dnia na dzień. W rzeczywistości znalezienie sposobów na życzliwy dystans do mojego ukochanego uzależnionego i powierzenie go jego Sile Wyższej zajęło mi miesiące uczęszczania na mityngi, a w końcu pracy nad Krokami. Stawianie granic było dla mnie nowością. Musiałam się nauczyć, że nie chodzi o kontrolowanie innych, ale o szanowanie siebie.
Stopniowo moje życie stało się łatwiejsze do opanowania. I odkryłam, że potrzebuję samotności, a nie izolacji. Byłam tak samotna i zmęczona, że trudno było mi znaleźć motywację do zmiany życia. Teraz mogłam zwrócić się do Boga, który mnie rozumie i ufać, że jeśli będę kontynuowała Program, Program będzie działał dla mnie.
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA” NUMER 38 ~ WYDANIE 4 ~ GRUDZIEŃ 2022 ~ STR.5

~ CZY JESTEŚ NA MOJEJ LIŚCIE? ~
Tradycja Trzecia mówi, że jestem członkiem jeśli wierzę, że jestem członkiem. Zostałem członkiem, gdy po raz pierwszy wykonałem telefon lub wziąłem udział w mityngu. Wypróbowałem kilka grup zanim znalazłem tę, którą teraz nazywam macierzystą. Ale jaka część mnie pozostaje, jeśli odwiedzam twoją grupę, zanim spróbuję innej? Będziesz mnie śledzić do końca życia? Listy telefonów i listy mailingowe mogą być ratunkiem dla potrzebujących lub albatrosem zawieszonym na szyi tych, którzy właśnie przejeżdżali.
Czy Twoja Grupa pielęgnuje zarówno dodawanie, jak i usuwanie danych na swoich listach telefonów/maili? Czy podajesz osobom nowoprzybyłym listy z imionami członków, których nie widziałeś od ponad roku? Czy członkowie na twoich listach są obecnie dostępni i chętni do kontaktu? Czy ułatwiasz członkom skreślanie ich imion z list, jeśli nie jest to już dla nich odpowiednia okazja do służby?
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA” NUMER 38 ~ WYDANIE 4 ~ GRUDZIEŃ 2022 ~ STR.5

~ WPATRYWANIE SIĘ W MROK – I MODLITWA ~
Dla mnie mrok pojawia się, gdy stawiam warunki światłu. Jestem uzależniony od mojego komfortu.
Za każdym razem, gdy wybieram wygodę zamiast woli mojej Siły Wyższej, pozostaję w mroku.
Znaki od mojej Siły Wyższej nie są tym, czego chce moja choroba. Kiedy budzę się rano i decyduję się pozostać w łóżku, wybieram pozostanie sam na sam z moimi myślami, wybieram mrok.
Za każdym razem, gdy rezygnuję z gotowania dla samego siebie, mycia swoich zębów, wyjścia z domu, zrobienia zakupów, zadzwonienia do kogoś i podzielenia się, oddychania i cierpliwości; Wybieram mrok.
Mrok stawia mi warunki niezgodne z wolą mojej Siły Wyższej.
Mrok rozważa modlenie się zamiast się modlić.
Mrok podjada zamiast sprzątać kuchnie, robić zakupy, gotować, kroić, mieszać, ponowne sprzątać i jeść przy stole.
Mrok wybiera drogę na skróty.
Mrok unika działania, aby pozostać w komforcie.
Mrok wybiera by nie pójść biegać, ponieważ spociłbym się, potem trzeba by wziąć prysznic i przebrać się.
Mrok myśli zamiast żyć.
Mrok nie wie, ile drzew jest w ogrodzie koło mojego domu.
Światło pozwala mojemu ciału chodzić.
Światło mówi „tak” działaniu i odpowiedzialności.
Światło robi *coś przez dwanaście godzin czego nie wyobraziłbym sobie, bym mógł robić przez resztę życia.
Boże, daj mi dzisiaj chęć i odwagę, abym wybrał światło zamiast ciemności.
*Właśnie dziś, Niebieska Broszura Nar-Anon
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA” NUMER 38 ~ WYDANIE 4 ~ GRUDZIEŃ 2022 ~ STR.2

~ KOCHAJĄCY BÓG ~
Tradycja Druga jest dla mnie wyjątkowa od samego początku mojego zdrowienia. Przychodziłam na mityngi pełna lęku i rozpaczy. Dowiedziałam się wystarczająco dużo o chorobie rodziny związanej z uzależnieniem, aby wiedzieć, że nie mam w sobie wiedzy, aby „zdystansować się z miłością”, „zostawić i oddać Bogu” i stawiać zdrowe granice. Nie miałam żadnej wiedzy. Wychowałam się w rodzinie, w której miłość oznaczała przywiązanie, troska była równoznaczna z nadopiekuńczością, a Twoje zmagania były moimi – zawsze. W moim tańcu z uzależnieniem – strach, nadopiekuńczość i kontrola niszczyły nas wszystkich – czuliśmy się coraz gorzej wraz z rozwojem tej choroby. Analizując drogę zdrowienia, zauważyłam, że najbardziej charakterystyczną cechą była miłość. Wzajemna miłość tych, którzy są we Wspólnocie oraz miłość Siły Większej niż my sami – Boga, którego możemy odkryć i zrozumieć poprzez pracę na tych i innych etapach zdrowienia. Poprzez Tradycje nasza Siła Wyższa przyciąga nas i trzyma razem jako Wspólnotę nadziei i pomocy.
Kiedy bałam się o moją ukochaną osobę w czasie zdrowienia, Krok Trzeci i Tradycja Druga przypominały mi, że moja Siła Wyższa będzie mnie prowadzić oraz troszczyć się o mnie i za mnie. Ta moc, której szukam, to miłość. Moim wyzwaniem było odwrócenie mojej woli i wybór zaufania. Pośrodku tego całego bałaganu stała miłość. Ja, dla własnego spokoju, potrzebowałam oparcia się na tej pełnej miłości opiece i przewodnictwie, które znalazłam pracując nad Krokami i będąc częścią Wspólnoty.
We wszystkich Krokach i Tradycjach istnieje tylko jedna definicja Siły Wyższej i jest to miłość. Kochający to przymiotnik, pod którym kryje się zarówno czułość, jak i staranność.
Ewidentna moc jest w niezliczonych salach mityngowych na całym świecie.
W moim osobistym zdrowieniu często potrzebuję przypomnienia o tej kochającej Sile Wyższej, kiedy czuję, że mój strach narasta przez niszczycielską chorobę uzależnienia.
Dla mnie, sumienie grupy ma być odzwierciedleniem pełnego miłości przewodnictwa naszej Siły Wyższej dla naszej grupy. Jest to proces poszukiwania, bezpieczny i otwarty, w którym myśli i idee są wypowiadane, abyśmy jako grupa mogli dostosować się do woli naszych Sił Wyższych. Cechą charakterystyczną tego procesu ma być miłość.
Miłość jest słowem, które określa naszą Siłę Wyższą. Wierzę, że Siła Wyższa jest pełna miłości nad nami i dla nas, zawsze.
Miłość to twarda prawda Kroku Pierwszego, mocno osadzona w rzeczywistości.
Miłość to “dlaczego” Kroku Drugiego, nasze przywrócenie zdrowia psychicznego.
Miłość to troska, którą otrzymuję, kiedy podążam za przewodnictwem Siły Wyższej w Kroku Trzecim.
Miłość to przewodnictwo, którego doświadczam podczas porządkowania mojego życia w Kroku Czwartym.
Miłość jest Bogiem, któremu objawiam całą siebie w Kroku Piątym.
Miłość to usunięcie moich wad przez moją Siłę Wyższą w Kroku Szóstym i Siódmym.
Miłość to wybaczenie i łatanie dziur w moim złamanym sercu i relacjach podczas Kroku Ósmego.
Zaufanie jest relacją, której wciąż szukam i której doświadczam, kontynuując świadomy wybór połączenia z moim kochającym Bogiem, w miarę jak kontynuuję proces zdrowienia.
Mój kochający Bóg wyrabia we mnie umiejętność stosowania duchowego programu praktykowania zaufania, zamiast strachu, który prowadził do schematycznych reakcji wywołanych uzależnieniem i wpędzał mnie w mrok.
Kochający Bóg – zmienia zasady gry w mojej duszy.
Kochający Boże – Spraw, abym była odbiciem tej miłości i troski we wszystkich moich sprawach.
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA” NUMER 38 • WYDANIE 4 • GRUDZIEŃ 2022 • STR.4

~ KOMUNIKACJA – CO MÓWIĘ ~
Kiedy przekroczyłam próg salki Nar-Anon, usłyszałam, jak ktoś powiedział, że ludzie powinni mówić to, co myślą, myśleć to, co mówią i nie powinni być złośliwi wyrażając to.
Zdrowiejąc, zrozumiałam, że dobre zdolności komunikacyjne znacząco poprawiają moje szanse na rozwinięcie dobrych, zdrowych relacji.
Nie mogę oczekiwać, że ludzie będą czytać mi w myślach, zatem skuteczna komunikacja oparta na miłości i zgodna z moimi wartościami prowadzi do tego, że można mnie czytać jak otwartą księgę, co sprawia, że moje relacje mogą zarówno rozwijać się, jak i rozpadać.
Rozwijanie dobrych, serdecznych umiejętności komunikacyjnych jest jak ulica dwukierunkowa. Zdrowiejąc odkryłam, że zwykle otrzymuję to, co daję. Większość moich zdrowych relacji opiera się na zasadzie wzajemności. Moje zdrowe relacje umacniają moją duchowość i poprawiają moje poczucie własnej wartości.
Zdrowiejąc nauczyłam się, że przekazywanie tego, co chcę, aby inni o mnie wiedzieli oraz mojej opinii na wiele tematów, jest wyłącznie moją odpowiedzialnością.
Jednym z moich celów w zdrowieniu jest posiadanie dobrych, serdecznych, pełnych miłości i zdrowych umiejętności komunikacyjnych, dzięki którym zbuduję, oparte na wzajemnym szacunku, relacje z każdą osobą w moim życiu.
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA” NUMER 38 • WYDANIE 4• GRUDZIEŃ 2022 • STR.3

~ KROK JEDENASTY, ŚWIADOMY KONTAKT Z BOGIEM ~
Fragment Kroku Jedenastego brzmi: “(…) umocnienie świadomego kontaktu z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy (…)”. W Kroku Drugim zostałam przedstawiona Sile Wyższej i zyskałam o Niej wiedzę. (Dla mnie Siłą Wyższą jest Bóg) Krok Jedenasty wzywa nas, aby dążyć do poprawy.
Jestem wdzięczna za moją wiedzę o Bogu w Kroku Drugim. Nie mogłabym kontynuować pracy nad tym Krokiem bez mojego Boga.
Rozpoczynam moje modlitwy od Modlitwy o Pogodę Ducha, dziękując Bogu za wszystkie moje zwycięstwa, za wszystkich ludzi w moim życiu i Wspólnotę Nar-Anon. Kontynuuję modlitwę, będąc w ciszy i przekazuję wszystko, co mnie niepokoi, w tym bezsilność wobec ukochanej osoby uzależnionej.
Powierzenie mojej woli Bogu daje mi poczucie ulgi. Słuchanie Boga, bez mówienia, przypomina mi o chwilach i sytuacjach, w których nie byłam cierpliwa, łaskawa, współczująca, kochająca i dobra. Bóg nie przypomina mi o tych rzeczach, aby wzbudzić we mnie poczucie winy, lecz by przypomnieć mi o możliwości zadośćuczynienia, zmiany i wzrastania.
Wierzę, że Bóg przemawia do mnie podczas modlitwy i medytacji. Rozmawia ze mną także poprzez ludzi i mityngi Nar-Anon. Wiem, kiedy Bóg przemawia do mnie przez ludzi, ponieważ czuję, że porusza mnie moja dusza.
Inspiruje mnie, gdy ludzie dzielą się swoim doświadczeniem, siłą i nadzieją. Biorę te myśli, modlę się i medytuję. Proszę Boga o wskazówki, jak zastosować to w moim życiu.
Przechodząc przez kolejne Kroki, mój świadomy kontakt z Bogiem staje się silniejszy. Wdrażam Krok Jedenasty do mojego zdrowienia.
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA” NUMER 38 • WYDANIE 4 • GRUDZIEŃ 2022 • STR.3

~ IZOLACJA, SŁUŻBA I CHOROBA ~
Powinnam unikać izolacji na każdym etapie mojego zdrowienia. W przeszłości moja izolacja wynikała z moich lęków. Nie chciałam uczestniczyć w spotkaniach, bojąc się, że „oni” mogą się dowiedzieć, że w mojej rodzinie są narkotyki. Albo „oni” mogą mi powiedzieć, żebym wyrzuciła córkę z domu albo żebym rozwiodła się z mężem.
Nie chciałam zostać Reprezentantką Grupy, aby nie usłyszeć od “nich” (ludzi z regionu): “Och, nie robicie tego jak należy” lub żeby „oni” nie odkryli, że nam coś umknęło. Nie chciałam brać Służb, ponieważ “oni” mogli stwierdzić, że nie wiem, jak coś zrobić dobrze. Chroniłam się przed zranieniem, unikając zobowiązań. Żadna z moich obaw nie została jednak potwierdzona.
Pracując na Programie Dwunastu Kroków Nar-Anon (uczęszczając na mityngi, czytając literaturę, pracując na Programie Dwunastu Kroków ze sponsorką, stając się sponsorką, stosując Dwanaście Tradycji) moje zdrowienie postępuje. Sponsorowanie jest dwukierunkowe: pomaga mi i pomaga innym. “Oni” stają się „nami”.
Przestałam się izolować i chronić. Zaczęłam ufać programowi, znalazłam Siłę Większą niż ja sama i lepszą drogę życia. Za to jestem odpowiedzialna. Podejmujemy służby, aby program dalej się rozwijał. Uczymy się i stosujemy Dwanaście Koncepcji Służb.
Odzyskujemy więcej zaufania do siebie, innych członków i naszej Siły Wyższej. Moje zdrowienie rozkwitło dzięki mojej świadomości, że mogę się dużo więcej nauczyć, praktykując zaufanie, wyciągając rękę i łącząc się z innymi w tym jednoczącym programie.
Ważną częścią programu są moje przyjaźnie. Wiele z nich narodziło się podczas pełnienia Służby – to przyjaźnie na poziomie regionów i okręgów, są narodowe i międzynarodowe! To naprawdę ogólnoświatowa społeczność. Ta choroba czeka, obserwuje i chce zabić nas wszystkich, nie tylko uzależnionych.
Ta choroba doskonale zdaje sobie sprawę, że razem jesteśmy niezwyciężeni. Czasami pełniąc Służbę, zostaję na bocznym torze przez moją chorobę. Gdy wystawi swój paskudny łeb sprawia, że koncentruję moją uwagę na złości i obwinianiu, jakby krzyczała na mnie, abym zrezygnowała, po prostu odeszła. Jeśli poddam się chorobie, ryzykuję utratę mojego zdrowienia, mojej wyższej natury, moich najbliższych, innych członków Nar-Anon, mojej sponsorki i mojej Siły Wyższej.
Moim lekarstwem jest zatrzymać się, uświadomić sobie, że to też minie, wziąć oddech, odmówić Modlitwę o Pogodę Ducha i pamiętać o naszym wspólnym dobru. To jest program „My”. Choroba chce nas zabić, ale RAZEM jesteśmy niezwyciężeni.
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA” CZERWIEC 2022 ~ NUMER 38 ~ WYDANIE 2 ~ STR.4

~ CZYNY GODNE PODZIWU ~
Nie jestem dumna ze wszystkiego, co zrobiłam w reakcji na uzależnienie moich bliskich. Próbowałam ich kontrolować, manipulować nimi, udowadniać im i nakłaniać. Miałam do nich pretensje, usprawiedliwiałam liczne krzywdy i obwiniałam o wszystko. Nic z tego wszystkiego nie spowodowało niczego, czego tak naprawdę chciałam, ale nie wiedziałam, jak się wydostać z tego zaklętego kręgu.
Po przepracowaniu Kroku Czwartego i Piątego, mogłam się przyjrzeć wielu z tych zachowań. Następnie dotarłam do Kroku Szóstego, który uważałam za łatwy do przejścia. Jednak, kiedy się na nim skupiłam, byłam zaskoczona tym, jak silnie związałam się z moimi wadami charakteru. Coś we mnie nie wyobrażało sobie życia bez nich. Właściwie, czułam, że bez nich nie byłabym “sobą”.
Po jakimś czasie i kilku długich rozmowach z moją sponsorką, zrozumiałam, że nie tak łatwo pozbędę się moich dysfunkcyjnych zachowań. Muszę znaleźć zamiennik, który zrównoważy cechy negatywne pozytywnymi. Pewnego dnia na mityngu ktoś wspomniał o „czynach godnych podziwu”. To działania świadomie wybierane, pełne miłości i troski zarówno dla innych, jak i dla nas.
To naprawdę dało mi do myślenia. Zamiast próbować kogoś kontrolować, mogę się za niego pomodlić. Gdybym złapała głęboką urazę, mogłabym to rozpisać, rozpracowując swoje uczucia. Odkryłam, że zamiast winić innych, lepiej jest wybaczyć.
Lecz nagle odkryłam, że to może być jeszcze prostsze. Jeśli jestem zła i czuję się skrzywdzona, mogłabym zająć się jakimś małym zadaniem, którego unikałam, zdając sobie sprawę, że często wykorzystuję moje negatywne emocje, aby usprawiedliwić zaniedbywanie własnego życia. Zatem mycie naczyń, ścielenie łóżka czy przygotowywanie zdrowego posiłku może być postrzegane jako czyny godne podziwu.
Nie muszę być świętą czy bohaterem. Wystarczy chęć do zmiany siebie. Aby uniknąć surowego oceniania samej siebie czy innych, zawsze mogę wypełnić tę pustkę w moim życiu czymś wartościowym do zrobienia a nie czymś, co po prostu powiela stare, krzywdzące wzorce. Widzę teraz, że rozwój przybiera różne kształty i rozmiary.
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA” CZERWIEC 2022 • NUMER 38 • WYDANIE 2 • STR.3

~ CI SAMI CO ZWYKLE ~
Region, w którym pełnię służby, utworzył niedawno komitet ds. Naszej corocznej zbiórki pieniędzy. Kilka miesięcy wcześniej utworzyliśmy komitet, aby uzyskać jasność co do kwestii poruszonej przez Reprezentantów Grup. W zeszłym roku utworzyliśmy podobne komitety dla podobnych potrzeb.
Proces jest prosty. Region mówi, że jest taka potrzeba i czeka, aż zgłoszą się ochotnicy. Czasami oczekiwanie trwa bardzo długo, ale każdy wie, że ci sami członkowie zawsze zgłoszą się do tej samej służby. Kto wie, co by się stało, gdyby tych samych kilku członków postanowiło nie zgłaszać się ponownie?
Chociaż ci sami członkowie są szczęśliwi, że mogą służyć, są również osamotnieni. Z niecierpliwością czekają na innych członków, którzy dołączą do nich w radości służby. Jeśli będziemy się zmieniać, będziemy mogli dzielić się doświadczeniem i radością.
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA” CZERWIEC 2022 • NUMER 38 • WYDANIE 2 • STR.2

~ KROK 11 ~
Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do umocnienia świadomego kontaktu z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas oraz o siłę do jej spełnienia. Dorastałam z modlitwą i kościołem. Myślałam, że wiem dokładnie, o co chodzi w modlitwie; modliłam się zawsze za innych, nigdy za siebie.
Jeśli modliłam się za siebie, było to samolubstwo i brak troski o innych. Potem wyszłam za uzależnionego i odkryłam, że moje modlitwy zmieniły się w błaganie, błaganie o pomoc dla nas obojga, targowanie się, że zrobię to, co myślałam, że Bóg chce, abym zrobiła.
Mój małżonek zdrowienie znalazł w Programie Dwunastu Kroków, a mnie wprowadzono w zupełnie nową ideę duchowości i wiary. Kiedy namówiono mnie, żebym poszła na coś, co nazywa się Nar-Anon, program Dwunastu Kroków
dla rodzin i przyjaciół osób uzależnionych, poszłam, ale nie dlatego, że myślałam, że to mi pomoże, ale dlatego, że miałam jakieś zajęcie. Jednak zamiast tego, znalazłam nowy sposób myślenia o sobie, o osobie uzależnionej, a przede wszystkim o tym, w co wierzyłam. Pracowałam nad Krokami z moją sponsorką. I doszłam do wiary w kochającą Siłę Wyższą, której powierzam swoje kłopoty w chwilach kryzysu.
Moje modlitwy zaczęły być bardziej o tym przez co przechodziłam, a nie o „nas”. Zaczęłam mieć także własne
rozumienie istoty zwanej „Bogiem”. Zajęło mi to sporo czasu i pracy nad Krokami, aby w końcu zdać sobie sprawę, że
modlitwy, które dają mi najwięcej korzyści to te, w których po prostu proszę o wskazówki. Żadne targowanie się, żadne „proszę uratuj…”, po prostu wskazówka, co moja Siła Wyższa chce, abym zrobiła w moim życiu i siła, aby to zrobić.
Z drugiej strony medytacja była koncepcją, z którą nie miałam żadnego doświadczenia przed programem. Dorastałam w tak zwanych „hipisowskich” latach, kiedy medytacja była pewnego rodzaju trendem i każdy, kto był kimkolwiek, medytował. Ale ja nigdy nie byłam częścią tej wybranej populacji. Kiedy zostałam wprowadzona do Nar-Anon, mój małżonek już praktykował medytację i miał przyjaciół, którzy jej uczyli.
Siedziałam z powagą, tak jak mi powiedzieli, chodziłam na spotkania medytacyjne i dzięki sesji osiągnęłam pewien rodzaj krótkotrwałego spokoju.
Przez lata oraz podczas kilku poważnych kryzysów życiowych odkryłam, że spokój, który osiągam podczas medytacji, pomaga mi być lepszym przyjacielem dla samej siebie. Ale nawet w medytacji, którą niektórzy opisują w tym Kroku jako słuchanie Boga, nadal skupiałam się bardziej na zewnętrznych źródłach mojej
duchowej inspiracji. Częściowo przypisuję to wychowaniu, mojemu ponieważ moi rodzice wpoili mi w młodym wieku, że muszę przebłagać Boga, a nie tylko mu ufać. To zawsze było „poza mną”.
Moja ostatnia praca nad Krokiem Piątym sprawiła, że dziś rano chodziłam po okolicy szukając czegoś, co sprawi, że poczuję się lepiej
Próbowałam się modlić, ale nie dostrzegałam żadnych wskazówek. Próbowałam zrobić coś, co zawsze sprawiało, że
czułam się bardziej nastrojona duchowo, ale dzisiaj to nie zadziałało. Więc znowu chodziłam po moim biurze i odrzucałam to i tamto. W końcu uświadomiłam sobie, że to, co czułam, nie miało nic wspólnego z żadnym zewnętrznym źródłem i wiedziałam, że to musi się zacząć ode MNIE. Wtedy wzięłam do ręki książkę o medytacji, którą zaczęłam czytać rok temu. Kiedy czytałam tę jedną stronę, uderzyły mnie zawarte na niej słowa. To było tak, jakby moja Siła Wyższa mówiła mi, że w medytacji nie ma nic zewnętrznego. I nadszedł czas, aby zacząć być szczerą sama ze sobą, by dowiedzieć się o co mi chodzi. Nie ma nauczyciela innego niż Bóg i ja, siedząca spokojnie i dająca sobie czas i przestrzeń na spokój.
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA” CZERWIEC 2022 / NUMER 38 / Wydanie 2 / STR 1,2

~ POEMAT O PRZEBACZENIU ~
Kontynuuję dzielenie się moim doświadczeniem, siłą i
nadzieją w mojej macierzystej grupie Nar-Anon.
Napisałam Poemat (w formie Akrostycha) o Przebaczeniu
dla mojego syna w dniu, w którym wypadała 12. rocznica
jego śmierci. W wierszu dzielę się przesłaniem z każdym, kto
doświadcza choroby uzależnienia ukochanej osoby i pragnie
„Żyć i dać żyć innym.”
Drogi Danny,
Wczorajszy dzień był dla mnie pełen spokoju i
pogody ducha – bo chociaż nie jesteś już przy mnie
– często czuję Twoją obecność. Dzielę się tym
wierszem, by inspirować tym, jak trwam w
praktykowaniu wybaczania i nadziei podczas
mojej drogi przez rodzinną chorobę uzależnienia.
P … pozwala mi na PRAWO do wolności,
wybaczania i uwolnienia się od winy
R … pozwala mi ROZPRAWIĆ SIĘ z
przeciwnościami i iść naprzód
Z … dało mi mądrość by ZGŁĘBIĆ i uwolnić moje
lęki, nad którymi pracuję w mojej macierzystej
grupie Nar-Anon ze sponsorką, którą wybrałam
E … sprawiło, że stałam się wdzięczna za moją
umiejętność zaufania Sile Wyższej oraz obudziło
mój ENTUZJAZM i ENERGIĘ poszukiwania
wskazówek oraz darów, jakie oferuje program
B … dało mi BODZIEC do odnalezienia
wewnętrznej siły, zamiast trwania w obłędzie
oraz izolacji
A … pozwoliło mi na AKT WYZBYCIA się mojego
jadu, przy pomocy moich przyjaciół, będących
na programie oraz dzięki darowi
sponsorowania
C … pozwoliło mi na zgłębienie mojego
zrozumienia sposobu, w jaki ta wyczerpująca
CHOROBA CHWYTA za sznurki mojego ego
i moich emocji.
Z … reprezentuje nawigującą wspólnotę Nar-Anon,
dzięki której ZAPAMIĘTAŁAM, że nie jestem sama
A … zachęciło mnie do stłumienia moich oczekiwań
i zwiększenia mojej energii do odnalezienia
nowych ASPIRACJI, którymi mogę się ekscytować!
M … pozwoliło mi na poddanie się MOCY Pogody
Ducha w moim codziennym życiu.
Przebaczenie pozwoliło mi na podzielenie się moją historią
o przetrwaniu, o samoświadomości i dbaniu o siebie.
Rozpoczęłam proces, który uwielbiam praktykować –
proces przebaczenia samej sobie i pozostałym członkom
mojej rodziny… Hasła, sponsorowanie, “jeden krok na
raz” i służba! Przebaczenie zabezpieczy i przywróci mój
spokój ducha, abym mogła rozpocząć kolejną podróż. W
taki sposób przebaczenie prowadzi do Pogody Ducha!
POGODA DUCHA
HASŁA
L et = POZWÓL
O thers= INNYM
V oluntarily = DOBROWOLNIE
E nhance = ROZWIJAĆ SIĘ
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA” NUMER 38 | WYDANIE I | MARZEC 2022 | STR.5

~ MĘCZEŃSTWO JAKO WADA CHARAKTERU ~
Uczyliśmy nasze dzieci zaprzeczać ich potrzebom, pomysłom, pragnieniom, uczuciom i ich duszom dla innych. Szkoliliśmy męczenników.” SESH, Kwiecień 14, str. 105, Pokolenie męczenników.
Męczeństwo to wada charakteru, która może być tak powszechna, że nawet jej nie zauważamy w naszym życiu. Mityngi Nar-Anon oferują bezpieczną przestrzeń, gdzie można dokładnie przyjrzeć się swojemu zachowaniu i dokonać zmian. Pracując nad tym w ramach Kroku Czwartego, szukałam definicji męczeństwa jako wady charakteru i odkryłam, że męczeństwo to wykorzystywanie naszego bólu lub wskrzeszanie naszego bólu z przeszłości do manipulowania innymi.
MOJE DOŚWIADCZENIE
W męczeństwie szukam nagrody za bycie biedną. Biedna, żałosna ja. Na pierwszym miejscu stawiam wszystkich innych, jestem taka pracowita, urabiam sobie ręce po łokcie, naprawiam wszystko i wszystkich, próbuje zapunktować tam, gdzie warto i tam, gdzie nie. Bohaterka, święta i męczenniczka! W pozycji męczeństwa pragnę kontroli, chcę zwrócić uwagę na moje poświęcenie, chcę wyglądać jak niewinna ofiara. Chcę wyglądać jak Matka Teresa, kiedy w rzeczywistości manipuluję, dramatyzuję i koncentruję się na sobie.
Męczeństwo sprawiało, że robiło mi się niedobrze. Martwiło mnie również, kiedy widziałam je u członków mojej rodziny i innych ludzi. Tak bardzo mnie to poruszało, bo tkwił we mnie wzór męczeństwa. Nie pomagał fakt, że nieświadomie zaszczepiłam to w moich dzieciach. Kiedy odgrywam męczenniczkę, trudno jest komukolwiek trafić do mnie, ponieważ jestem pochłonięta byciem ofiarą. Jestem wtedy ogromnie irytująca i ciężko wytrzymać w moim towarzystwie.
Mimo to męczeństwo nadal powoduje zamieszanie w moim życiu, ponieważ na mityngach i w życiu słyszę wiele historii traumie, ofiarach i emocjonalnym wykorzystywaniu. Kiedy słyszę te historie, wypaczam swoje zachowanie, próbując zyskać miłość, której potrzebuję, aby poradzić sobie ze swoimi urazami i bólem. To obszar do przepracowania, w moim życiu, podczas mityngów, z pomocą mojej sponsorski i Dwunastu Kroków. Ale męczeństwo dodaje kolejny wymiar tym traumatycznym przeżyciom. Mogę użyć ich jako broni przeciwko innym, aby dostać to, czego chcę.
Granice między byciem męczennikiem a byciem maltretowanym mogą być trudne do dostrzeżenia. Pewna jasność pojawiła się, gdy zdałam sobie sprawę, że męczeństwo kryje w sobie wiele ad mojego charakteru. Kontrola, manipulacja, nieuczciwość, zachowania pasywno-agresywne – to tylko kilka z nich. Co najmniej trzy pokolenia mojej rodziny uczyły mnie, jak być męczenniczką. Stałam się w tym całkiem dobra. Dość dobrze wykorzystałam to przeciwko moim uzależnionym bliskim. Pozwoliło mi to upewnić się, że wyglądam niewinnie jako ofiara, poświęcając się, by wypolerować własną aureolę.
Moja sponsorka powiedziała mi, że nie zawsze ważne jest to, co robisz, ale DLACZEGO TO ROBISZ. Przy stwarzaniu komfortu moim „dlaczego” często był lęk lub smutek. Gdy reagowałam męczeństwem, często moim „dlaczego” był własny interes i pragnienie, aby dobrze wypaść.
Niektóre słowa, jakie wyszły z moich ust lub pojawiały się w mojej głowie, gdy odgrywałam rolę męczenniczki to:
• “Spójrz na wszystko co dla Ciebie zrobiłam. Zobacz jak dużo zrobiłam.”
• “Nigdy nie zyskałam żadnego uznania”
• “Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłeś, mimo tego wszystkiego co Ci dałam”
• “Nie doceniasz mnie ani tego co dla Ciebie zrobiłam.”
• “Tylko ja mogę to zrobić.”
Męczeństwo okrada moich uzależnionych bliskich z wielu rzeczy: z ich własnej kontroli, zrozumienia własnych emocji, podejmowania własnych decyzji, popełniania błędów i radzenia sobie z konsekwencjami. Męczeństwo niesłusznie stawia mnie w centrum ich walki. To ich walka, nie moja. Jestem wystarczająco zajęta własną.
MOJE SILNE STRONY
Sposoby przepracowywania wady męczeństwa:
1. Wykonuj pracę, wykonuj pracę. Program Dwunastu Kroków oferuje rozwiązania duchowe dla naszych wad charakteru i osobistych konsekwencji życia z osobą uzależnioną.
2. Oddawaj się pod opiekę Siły Wyższej, wciąż i wciąż od nowa. To sprawia, że odwracasz uwagę od siebie i szukasz przewodnictwa i mądrości poza sobą. To wielka ulga.
3. Dostrzeż korzyści. Moja sponsorka poradziła mi, żebym określiła korzyści, które ten defekt mi oferował. Wymieniłam dramat, bycie w centrum uwagi, bycie ofiarą, rolę zbawicielki i świętej. Jestem przebiegła i zręczna. Moja sponsorka powiedziała, że trzeba zrezygnować z tych korzyści, aby pracować nad tą wadą charakteru. Miała rację!
4. Śmiech. Miałam uroczego przyjaciela, który był raperem i komikiem. Świetnie naśladował głosy. Był jednym z tych rzadkich przyjaciół, którzy pytali, jak naprawdę się czuję, więc mu mówiłam. Zawsze powtarzał: „Dziewczyno, twoje życie jest jak piosenka country!” I śmialiśmy się. Jeśli przestanę traktować siebie tak poważnie, męczenniczka we mnie może się roztopić.
5. Praktykuj bezpośredniość, ponieważ męczeństwo jest bardzo pośrednie. Staram się przyjąć ducha mojego wewnętrznego dziecka do swojego ciała i pozwolić mu przez siebie przemawiać, bo było dość bezpośrednie. W pierwszej klasie zatrzymałam łobuza z szóstej klasy. Codziennie i z radością tyranizował emocjonalnie i fizycznie mojego brata i inne dzieci w autobusie. Nie słuchał nikogo, więc pewnego dnia nie wytrzymałam i zabrałam ze sobą metalowe pudełko na drugie śniadanie i BUM! BUM! BUM! Uderzyłam go w głowę.
Dość bezpośrednie, choć nie najlepsze podejście. Kierowca autobusu, która zjechała, żeby kogoś wypuścić, spojrzała na mnie w swoim dużym lusterku górnym i cicho klasnęła, po czym po prostu jechała dalej. Na szczęście po tym wydarzeniu szóstoklasista zostawił nas w spokoju. To była moja siedmioletnia wersja bycia bezpośrednią i pokazała mi, że potrafię przejść do sedna sprawy. Nie jest to zachowanie męczenniczki. Zatem staram się nie być pośrednią osobą. I staram się nie bić ludzi po głowie pudełkiem na drugie śniadanie! To nie jest najlepszy sposób i można zepsuć ulubiony termos z logo Beatlesów. Jako osoba dorosła dążę do bezpośredniości z życzliwością i tylko wtedy, gdy sprawa mnie dotyczy.
MOJA NADZIEJA
Odkąd zaczęłam uczęszczać na mityngi Nar-Anon i pracować nad Krokami, stałam się znacznie lepsza w dostrzeganiu w sobie męczeństwa. Zatrzymuję się wtedy i myślę, oddaje to mojej Sile Wyższej i skupiam uwagę na następnej najlepszej rzeczy, jaką mogę zrobić. Nie czuję już mdłości, kiedy zauważam męczeństwo, ponieważ wiem, że mam plan. Nie przekazuję go też nieświadomie moim dzieciom. Zamiast tego rozmawiamy otwarcie. Męczeństwo w moim życiu pojawia się coraz rzadziej. I jestem za to bardzo wdzięczna.
• Jakie są Twoje doświadczenia, siła i nadzieja, jeśli chodzi o męczeństwo?
• DOŚWIADCZENIE: w jaki sposób byłaś męczenniczką lub zauważałaś tą cechę w swoim życiu?
• SIŁA: Co pomogło Ci pracować nad tą cechą charakteru?
• NADZIEJA: Jak zmieniło się Twoje życie, odkąd pracujesz nad swoimi wadami, takimi jak męczeństwo?
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA” NUMER 38 | WYDANIE I | MARZEC 2022 | STR.4,7

~ WIR ~
Kiedy dołączyłam do Nar-Anon, byłam zdesperowana i zdezorientowana. Wiele lat spędziłam próbując zmienić moich bliskich uzależnionych; obchodziłam się z nimi jak z jajkiem, broniłam się przed wybuchami gniewu, czułam się niekochana, zawstydzona i rozpaczliwie przerażona. Ciągle się zamartwiałam, czy moi bliscy uzależnieni wrócą do domu, jednocześnie bojąc się o to, że wrócą i będą niemili (rzadko, jeśli w ogóle, widziałam ich dobre strony). Byłam pełna sprzeczności, zmieszania, niepokoju i odważnych prób ich przezwyciężenia.
Odkąd dołączyłam do Wspólnoty, stopniowo zaczęłam dostrzegać, że to jest taki cykl… błędne koło uzależnienia i współuzależnienia, szalone nigdy niekończące się historie wzlotów i upadków, nadziei i beznadziei, obietnic i niepowodzeń. To było jak wir i byłam w niego tak samo wciągnięta, jak moi ukochani uzależnieni. Ten cykl podążał wzorcowo za moimi ukochanymi uzależnionymi, ale ja też byłam w niego głęboko wplątana.
Potrzebowałam liny ratunkowej, aby móc wydostać się z tego wiru. Na początku nie zdawałam sobie sprawy, że istnieje lina, którą mogłabym złapać. Nie byłam nawet świadoma, że istnieje jakiś wir. Myślałam, że mierzę się z tym zupełnie sama. Spędziłam większość mojego życia na byciu “silną”, starając się zawsze pomóc innym, mając zawsze czas na problemy innych, ale nigdy na własne. Byłam zbyt zajęta ratowaniem innych, kiedy nagle okazało się, że to ja tonę.
Kiedy patrzę wstecz, zdaję sobie sprawę, że moje próby pomocy innym tak naprawdę nigdy nie rozwiązywały ich problemów. Po prostu sprawiały, że czułam się trochę lepiej sama z sobą; a tym, którym starałam się pomóc, wydawało się, że po prostu karmię się ich nieudolnością. W pewnym momencie stało się oczywiste, że tonę; nie miałam życia, o którym można było mówić, z wyjątkiem wielkiej bezpostaciowej kuli niepewności.
Nar-Anon wszystko zmienił. Oczywiście nie od razu. Zajęło mi trochę czasu, zanim zrozumiałam, że lina ratunkowa, której szukałam składa się z mitingów, rozmów telefonicznych z innymi członkami, czytania literatury zdrowieniowej, pracy nad Krokami, uczciwego spojrzenia na siebie i zrozumienia uzależnienia jako choroby. Powoli chwyciłam za oferowaną linę ratunkową i znalazłam moją drogę zdrowienia.
Interesujące było to, że zdałam sobie sprawę, że już nie dokładam swojej energii do cyklu uzależnienia. Ku mojemu zdziwieniu, ta zmiana miała wpływ na ten cykl. Uzależnieni nadal zażywali, ale ja nie byłam już wciągnięta w ten wir. Znalazłam bezpieczną przystań, w pewnej odległości od ich szaleństwa, z której mogłam rozsądnie monitorować, czy wszystko jest ok, ale nie brałam już w tym udziału. To zmieniło całą sytuację. W zasadzie, moi bliscy uzależnieni zauważyli moją zmianę energii, a także to, że nie biorę w tym udziału. To zmieniło nasze relacje na lepsze.
Moi ukochani uzależnieni kontynuują swoje zmagania, ale ja znacznie lepiej widzę, gdzie mogę pomóc, a gdzie nie. Dbam o własne sprawy i podejmuję decyzje oparte o mój najlepszy osąd i zdrowe wskazówki, korzystając z programu duchowego. Doskonale wiem, że tkwienie w wirze nie jest sposobem na pomaganie innym. To tylko napędza problem. Jestem wdzięczna za linę ratunkową jaką otrzymałam od mojej rodziny Nar-Anon. Staram się być tam dla innych, nie po to, aby ich ratować, ale po to aby pomóc im odkryć, że również mogą znaleźć solidny grunt.
To jest bardzo piękny i prosty program; ludzie pomagają sobie nawzajem, korzystając z zasad duchowych, każdy z nas pracuje nad sobą i nie miesza się w problemy innych, współczując i kochając wszystkich, którzy się z tym zmagają oraz wpuszczając tę miłość do naszego życia. Dzięki Nar-Anon zaczęłam iść znowu do przodu, zamiast kręcić się w kółko; na nowo odkryłam rzeczy, które kocham i mogę się nimi cieszyć. Znów zaczynam żyć.
„UZALEŻNIENI NADAL ZAŻYWALI , ALE JA NIE BYŁAM JUŻ WCIĄGNIĘTA W TEN WIR”
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA” NUMER 38 | WYDANIE I | MARZEC 2022 | STR.2

~ MÓJ PIERWSZY STACJONARNY MITYNG I KONWENCJA ~
W maju 2021 roku impulsywnie kupiłam bilet lotniczy, aby wziąć udział w konwencji Nar-Anon, która miała się odbyć w Górach Skalistych w Loveland w stanie Kolorado, setki mil od domu. Nie miałam planów co do tego, gdzie i z kim się zatrzymam, jak dojadę na lotnisko i jak z niego wrócę, ale moja Siła Wyższa popchnęła mnie do tego wyjazdu i poukładała wszystko za mnie, czego w tamtym czasie nie byłam jeszcze świadoma.
Wiedziałam, że oznaczać to będzie dla mnie pozostawienie męża i dzieci samych oraz wyjście ze swojej strefy komfortu. Kiedy tylko zaczęłam kwestionować, czy aby na pewno podjęłam dobrą decyzję, niebawem dowiedziałam się, że moja sponsorka, sponsorka mojej sponsorki, a nawet jej sponsorka również wybierają się na tę Konwencję. Co za traf, móc poznać moją linię sponsorską!
Kiedy moje wątpliwości zaczęły narastać, do głowy przyszła mi kolejna myśl. Kilka miesięcy przed wyjazdem na konwencję dotarło do mnie, że nigdy wcześniej nie byłam ani na mityngu ani na takim wydarzeniu osobiście. Jestem członkinią Nar-Anon od września 2020 roku, kiedy to PAN (Podarunek Absolutnej Niemocy) sprawił, że padłam na kolana wprost do mityngów prowadzonych online. Jak by to było uczestniczyć w mityngu i konwencji twarzą w twarz z innymi członkami? Czego mogę się spodziewać? Czy otrzymam te uściski, o których słyszałam od tak wielu członków? Kogo zobaczę najpierw? Czy rozpoznam przyjaciół, których poznawałam przez ostatni rok uczestnicząc w mityngach prowadzonych zdalnie?
Przyjechałam wcześnie i zostałam jeden dzień dłużej. Pierwsze kilka godzin spędziłam samotnie w towarzystwie mojej Siły Wyższej w pięknych, malowniczych górskich widokach Kolorado. Kiedy wędrowałam, wiele znaków wysyłanych przez moją Siłę Wyższą dotarło do mnie poprzez naturę, zwierzęta, które widziałam po drodze; czyste, błękitne niebo, muzykę, którą słyszałam przez góry z pobliskiego wydarzenia i ludzi, którzy uśmiechali się do mnie, gdy szłam. Cóż za wspaniały przedbieg do uduchowiającego weekendu, którego miałam doświadczyć.
Tego wieczoru miałam po raz pierwszy spotkać się z moją sponsorką i sponsorką mojej sponsorki. Moją sponsorką jest osoba, z którą podzieliłam się swoim sercem i duszą, gdy pisałam Kroki od Pierwszego do Czwartego. Cierpliwie wysłuchała mojego Kroku Piątego. Wszystkiego, co dobre, złe, brzydkie; wszystkich lęków, aż przez powrót do zdrowienia. Była osobą, która prowadziła mnie przez moją podróż do pozostałych Kroków. Nie sądziłam, że ten dzień kiedykolwiek nadejdzie – a jednak –siedziałam w restauracji, z niepokojem czekając na jej przybycie.
Kiedy przeszła przez drzwi, próbowałam się uszczypnąć. Czy to prawda? Czy rzeczywiście miałam spotkać tę osobę, która jest moją sponsorką, a także drugą osobę, która sponsorowała moją sponsorkę? To chwila, której nigdy nie zapomnę. Obie były tak zabawne, dowcipne i tak prawdziwe, jak je sobie wyobrażałam.
Następnego dnia przybyłam na konwencję dość wcześnie. Powoli, wszyscy moi wirtualni przyjaciele zaczęli się pojawiać. Otrzymałam uściski, których tak bardzo potrzebowałam i pragnęłam. Nawet z założonymi maskami na twarzy widziałam ich uśmiechy. Z mojego doświadczenia w Nar-Anon nie ma nic potężniejszego i bardziej znaczącego niż właśnie ten moment, w którym po raz pierwszy spotkałam osobiście moich przyjaciół i sponsorkę. To oni byli ze mną na początku mojej podróży i podczas mojego zdrowienia. Oni obserwowali, jak wzrastam i dojrzewam i ja także obserwowałam, jak oni się rozwijają.
Konwencja była wszystkim, na co liczyłam, a nawet czymś więcej. Otaczało nas ponad 2000 uzależnionych, którzy kibicowali sobie nawzajem. Przez całą konwencję słyszeliśmy, jak krzyczeli i śmiali się z radości. Podczas mityngów podzieliłam się myślą, że jestem wdzięczna mojemu ukochanemu Uzależnionemu, ale podczas konwencji byłam także wdzięczna za ponad 2000 Waszych ukochanych Uzależnionych.
Miałam także okazję porozmawiać o programie z członkami wspólnoty NA. Z przyjemnością mówiłam o tym, że Nar-Anon jest bezpiecznym miejscem dla członków rodzin. Podzieliłam się z nimi swoim doświadczeniem, siłą i nadzieją, której potrzebowałam, by znaleźć się na swoim pierwszym mityngu. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że członkowie ich rodzin także nas znajdą.
Miałam to szczęście, że podczas Konwencji wraz ze swoją sponsorką oraz sponsorką mojej sponsorki wspólnie poprowadziłyśmy mityng spikerski. Kiedy tak dzieliłyśmy się z pozostałymi uczestniczącymi, sponsorka mojej sponsorki była w tłumie, obserwując linię sponsorowania, którą to ona sama rozpoczęła. Jaką to miało moc! Mam nadzieję, że pewnego dnia to ja znajdę się w tłumie słuchając, jak trzy pokolenia sponsorowanych opowiadają o swoim zdrowieniu. Sama myśl o tym, jak nasze Siły Wyższe nas tam doprowadziły, była surrealistyczna. Raz jeszcze chcę podkreślić, jak wdzięczna jestem za mojego ukochanego Uzależnionego, a także wszystkich ich ukochanych Uzależnionych. Bez nich nie byłoby mnie tutaj. Jestem wdzięczna za to, że przynależałam do Nar-Anon wczoraj, przynależę dzisiaj i będę przynależeć jutro…
Gdy konwencja dobiegła końca, nadszedł czas na uściski pożegnalne. To było tak słodko-gorzkie! Łzy spływały mi po policzkach, gdy myślałam o cudownym czasie, jaki spędziłam ze wszystkimi moimi przyjaciółmi w programie. Mimo początkowego zdenerwowania wywołanego myślami o uczestnictwie w konwencji i dzieleniu pokoju z osobami, których nigdy nie poznałam osobiście, wcale nie chciałam wyjeżdżać!
Podczas konwencji poznałam ponad 55 osób, których nigdy nie sądziłabym, że będę miała okazję – i przywilej – spotkać. Moje łzy radości i smutku uparcie płynęły, dopóki nie pozwoliłam im odejść.
Do zobaczenia w przyszłym roku… Byłoby cudownie zobaczyć Cię jako członka organizującego Konwencję!” –powiedziało mi wielu przyjaciół. Dobrze mnie znają. To służba sprawia, że wracam.
Mam notatnik pełen tego, czego nauczyłam się na konwencji. Kilka rzeczy utkwiło mi jednak w pamięci.
1. Odkryłam, jak bardzo jestem wdzięczna, że mam w swoim życiu tę społeczność przyjaciół, którą teraz nazywam rodziną.
2. Odkryłam, jak bardzo jestem wdzięczna za mojego ukochanego Uzależnionego oraz za wszystkich bliskich członków wspólnoty, którzy przyczynili się do tego, aby to ci członkowie pojawili się w Nar-Anon osobiście i/lub wirtualnie.
3. Ostatnią, ale nie mniej ważną lekcją jest to, że prawdziwy uścisk od członka wspólnoty Nar-Anon, to najlepszy uścisk na świecie!
Nie mogę się już doczekać kolejnych prawdziwych uścisków! Do przyszłego roku będę dopingować Was wszystkich w wirtualnym świecie i przesyłać Wam wirtualne uściski.
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA „ NUMER 37 • WYDANIE 4 • GRUDZIEŃ 2021 STR.6,7

~ MARATON PRZEZ ŻYCIE ~
Każdego dnia wstaję bladym świtem, biegnę maraton przez życie
Drogi są długie, bez końca wydają się być, zakręt za zakrętem zaczyna się wić
Nie ma map ani oznaczeń drogowskazem, ale inni biegną w tym wyścigu ze mną razem
Na ziemi stabilnie stawiam stopy moje, nowo odkryte własne „JA” odważnie bronię
Wzniesienia i trudne drogi pokonuję, pamiętając co moje ulubione hasło sugeruje,
Każdy zakręt z siłą i mocą pokonuj, skupienie i spokój godzina po godzinie zachowuj
Wzniesienia do pokonania, góry do zdobycia, ta podróż to wyścig do końca życia
Dni zjazdu w dół stres zmniejszają i chwile odetchnięcia mi dają
Zygzakiem każdy zakręt pokonuję, zawsze nowe lekcje do nauczenia się zyskuję
Potykam się po drodze, ale dalej próbuję, dzień po dniu siebie kontroluje
Mam teraz coś, czemu ufam i na czym mogę polegać, kiedy mój maraton przez życie będę biegać
By spojrzeć w górę poświęcam czas i widzę Siłę o wiele większą niż ja
Każdy dzień wypełnij radością, nadaj mu cel, ponieważ to nie będzie krótki dystans, który będziesz biec
Teraz rozumiem, NIE SZYBKOŚĆ… a WDZIĘCZNOŚĆ to jedyny sposób by ten wyścig przebiegnąć
Biegnę mój przez życie mara-ton z programem i przyjaciółmi z Nar-Anon!
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA „ NUMER 37 • WYDANIE 4 • GRUDZIEŃ 2021 STR.1

~ Chińska Pułapka na Palce ~
Za każdym razem, gdy narzucam własną wolę, przypomina to walkę z niewidzialną siłą, która trzyma mnie jak zakładnika. W przeszłości tak ciężko walczyłem i doświadczałem uczucia paniki, strachu, złości i buntu wobec jakiejkolwiek osoby, miejsca czy rzeczy, które usilnie próbowałem kontrolować.
Walczyłem w ten sposób każdego dnia, przed znalezieniem Nar-Anon. Zanim dotarłem do naszej wspólnoty, byłem wykończony zmaganiami i walką. Uzależnienie mnie pokonało i byłem gotów się poddać. Porażka została następnie przekształcona w akceptację.
Gdy stosuję Kroki i ufam tej drodze, mogę iść swobodnie.
Podczas pracy z naszym programem nauczyłem się, że moja wola jest jak utknięcie palców w chińskiej pułapce na palce. Im bardziej i mocniej się zmagam, tym bardziej jestem w pułapce. Kiedy stosuję Kroki i ufam drodze, którą tworzy dla mnie moja Siła Wyższa, przestaję walczyć i zostaję uwolniony, by iść swobodnie.
Dzisiaj, ilekroć z czymś się zmagam, wiem, że muszę wcielić w życie Krok Trzeci. Wtedy mogę być tam, gdzie są moje ręce, a wszystkie moje palce są wolne, aby zrobić następną właściwą rzecz.
Biuletyn ,,Razem z Pogodą Ducha „ Numer 37 ~ Wydanie 2 ~ Czerwiec 2021 str.4

~ PRAKTYKUJ WSPÓŁCZUCIE—TO DZIAŁA, JEŚLI TY DZIAŁASZ! ~
Współczucie jest kwestią perspektywy. Wiele lat po tym, jak dowiedziałam się o uzależnieniu mojej córki, weszłam do salki Nar-Anon pełna strachu, zaprzeczeń, uraz, użalania się nad sobą i beznadziei.
Byłam zła na wszystkich i na wszystko –moją rodzinę, moich przyjaciół, nauczycieli, moje miasto, media społecznościowe. Moj dog niemiecki był jedynym, który był bezpieczny od mojej niechęci.
Nie rozumiałam, jak to się mogło stać. Moja córka była wzorowym dzieckiem –dobrze wychowaną, sympatyczną i dobrą uczennicą, wyjątkową w sporcie i z urzekającym uśmiechem. Nasza rodzina funkcjonowała bez szwanku. Jadaliśmy wspólnie kolacje, chodziliśmy razem do kościoła i odbyliśmy wiele rozmów rodzinnych na temat narkotyków i alkoholu. Jak ona mogła zrobić to sobie? Nam?
Podczas pracy nad Dwunastoma Krokami Nar-Anon, nauczyłam się, że współczucie można rozwinąć. To właśnie na mityngach Nar-Anon dowiedziałam się, że mogę zaakceptować to, że uzależnienie jest chorobą, że moja córka nie wybrała sobie tego, by być uzależnioną i że uzależnienie wywróciło nie tylko mój, ale i jej świat, do góry nogami.
Byłam otwarta na praktykowanie współczucia. A kiedy już stałam się gotowa, Dwanaście Kroków i narzędzia programu pokazały mi wiele sposobów by je okazywać.
Pracując nad Krokami, nauczyłam się, że współczucie dla mojej uzależnionej córki i współczucie dla siebie samej, choć pozornie oddzielone, są wyraźnie połączone.
Poprzez pracę nad Dwunastoma Krokami Nar-Anon, nauczyłam się, że współczucie można rozwijać.
Zdobywając wiedzę o tej chorobie; nie obwiniając ani nie wytykając palcami; uznając jej walkę; nie stwarzając komfortu do brania; wyznaczając granice; słuchając historii innych uzależnionych o zdrowieniu i nietraceniu nadziei, praktykuję współczucie.
Akceptacja problemu i szukanie zrozumienia oraz wsparcia u innych, zmiana mojego nastawienia, pozytywne myślenie, pomaganie i życzliwy dystans oraz uczestnictwo w mityngach Nar-Anon są wyrazem okazywania współczucia.
Odkryłam, że praktyka i rozwijanie współczucia dla mojej uzależnionej córki i dla mnie samej ma efekt domina i prowadzi do współczucia dla innych osób.
Jednym z najtrudniejszych wyzwań, z jakimi przyszło mi się zmierzyć na tej drodze, jest moja reakcja na negatywne nastawienie i zachowanie ludzi wobec uzależnienia: obraźliwe komentarze, brak zrozumienia, mówienie mi, żebym przejęła kontrolę itp. Jestem pewna, że nie jestem sama, kiedy w milczeniu pozwalam ludziom mówić różne rzeczy, podczas gdy sama pozwalam sobie na złość, urazę, a nawet nienawiść w zamian. Ale kiedy wracam do świadomości, że nie wiem wszystkiego, że nie wiem, jak wygląda czyjeś życie i jakie doświadczenia mogły ukształtować czyjeś postawy i kiedy zmieniam swoje myślenie, zyskuję perspektywę, która prowadzi do współczucia.
Współczucie jest czymś, co należy rozwijać i pielęgnować. Jestem wdzięczna za dobrodziejstwa tego programu i za to, co uczynił dla mnie i we mnie, zmieniając mnie na lepsze.
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA „NUMER 37 • WYDANIE 4 • GRUDZIEŃ 2021 STR.4

~ WSPARCIE ~
Podczas pracy nad Krokami, w pewnych momentach, potrzebuję wsparcia. Jak teraz. Te trudne momenty przychodzą na różnych etapach u każdego z nas.
W Kroku Pierwszym przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec osoby uzależnionej, że straciliśmy kontrolę nad własnym życiem, a ja miałem ogromny, niemal nie do zniesienia, wybuch smutku. Niektóre moje zaprzeczenia, nieuczciwości wobec siebie, stłumione uczucia, męczeństwo, starannie zbudowane mechanizmy obronne, które nie działały, runęły wraz z Krokiem Pierwszym. Ledwo mogłem znieść emocje, ledwo wytrzymywałem we własnym ciele i trwało to tygodniami.
Pracując nad Krokiem Trzecim, Podjęliśmy decyzję, aby powierzyć naszą wolę i nasze Życie opiece Boga – jakkolwiek Go pojmujemy, trafiłem w inne ciemne miejsce. Więcej żalu, więcej bólu, więcej strachu. Usilnie zabijałem swoje ego, swoją wolę, fałszywą część siebie, którą zbudowałem dla ochrony. Czułem się bezbronny, ponieważ chociaż miałem narzędzia, byłem nowy w używaniu ich. Miałem dużo lęku przed przetrwaniem, dużo żalu.
Teraz, gdy pracuję nad Krokiem Dziewiątym, Zadośćuczyniliśmy osobiście tym, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem sytuacji, gdy zraniłoby to te lub inne osoby, znajduję się w innym ciemnym miejscu. Kiedy myślałem o moim zadośćuczynieniu, odkryłem wiele ukrytych uraz. W mojej rodzinie były dwa zgony, do których, jak sądziłem, przyczynili się inni członkowie rodziny. Naprawdę mroczne rzeczy. Nie zaprzeczyłem, ale odepchnąłem te uczucia i wszystkie emocje związane z tą śmiercią zaczęły się ujawniać.
Co więcej, żyjemy w kulturze, która zniechęca nas do pełnego przeżywania żalu, strachu lub jakichkolwiek trudnych uczuć. Ucieknij od tego, napij się, weź narkotyk, weź leki, pozostań na ekranie, jedz kompulsywnie, kupuj, aż poczujesz się lepiej. Jesteśmy zachęcani do znieczulenia, żeby nie odczuwać dyskomfortu.
Pomimo tego silnego wpływu kulturowego, my w Nar-Anon WYKONUJEMY CIĘŻKĄ PRACĘ. Możemy sobie pogratulować chęci do pracy. Aby sobie pomóc, wintergrowaliśmy w nasz program wiele zachęt i wsparcia.
Słowo WSPARCIE w języku angielskim to ENCOURAGEMENT, które swoje korzenie ma w słowie: COUR — co oznacza serce. Wsparcie oznacza umacnianie, pocieszanie, dodawanie odwagi. Wsparcie naprawdę wzmacnia nasze serca, czyni nas odważniejszymi, sprawia, że jesteśmy bardziej zdolni do ciężkiej pracy.
Nar-Anon zaoferowało mi wiele wsparcia. Oto lista rzeczy, które mnie wspierają:
1. Nar-Anon to program duchowy, stworzony, aby pomóc nam, gdy kochamy uzależnionego i kiedy musimy zająć się własnymi wadami charakteru.
2. Zasady dotyczą wszelkich trudności życiowych.
3. Nar-Anon oferuje nam wspólnotę – grupę ludzi chętnych do pracy, którzy dodają sobie nawzajem siły i odwagi. Nie jesteśmy sami.
4. Nar-Anon prowadzi nas do połączenia się z Siłą Wyższą, zadziwiająco, bez względu na to, czy jesteśmy wierzący czy nie. Nie muszę wierzyć w Boga, aby znaleźć to, czego potrzebuję.
5. Mogę zadzwonić do moich przyjaciół z Nar-Anon, gdy potrzebuję wsparcia lub otuchy.
6. Widzę, jak ludzie w Programie zmieniają się, dzień po dniu.
7. Mój sponsor nigdy mnie nie zawstydził, ale zawsze wspierał i był ze mną szczery. Nigdy mnie nie onieśmielił.
8. Na Sali, z moim sponsorem, z moimi przyjaciółmi w programie – tam jest śmiech.
9. Kroki, Tradycje i Koncepcje dają mi solidne wskazówki i jasne miejsce, w którym mogę ich szukać.
10. Modlitwa o Pogodę Ducha jest zawsze, gdy nie wiem, co robić. Uspokaja mnie, żebym znów mógł pomyśleć.
11. Widzę ludzi, którymi chcę być.
12. Pomimo, że nie pracowałem nad nimi bezpośrednio, poczucie własnej wartości i koncentracja uległy poprawie.
To prezent od Programu.
Kilka pytań…
1. Co jest Twoim wsparciem w Twoim Programie?
2. Co było wsparciem w tych trudnych momentach, kiedy myślałeś, że nie dasz rady?
3. Czy jest taki fragment literatury, który był dla Ciebie wsparciem i którym możesz podzielić się z innym członkiem lub na mityngu?
Wracaj — to działa, gdy Ty Działasz!
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA „NUMER 37 • WYDANIE 4 • GRUDZIEŃ 2021 STR.5

~ POWTÓRNE ZDROWIENIE ~
Od 2006 roku jestem wdzięczną członkinią Nar-Anon. Niedawno dowiedziałam się, że po sześciu szczęśliwych latach w czystości moja córka powróciła do nałogu. Chociaż jestem rozczarowana i mam złamane serce jej obecnymi wyborami, ta wspólnota daje mi wsparcie i podtrzymuje mnie na duchu. Cieszy mnie to, że należę do Nar-Anon i że pracuję nad moimi wadami charakteru.
Staram się żyć zgodnie z zasadami tego wspaniałego programu. Dzięki mądrości i wsparciu jakie otrzymuję w mojej rodzinie Nar-Anon, mam nadzieję, że pewnego dnia moja córka ponowne wejdzie na ścieżkę zdrowienia. W międzyczasie będę dalej słuchać i uczyć się oraz robić postępy w moim własnym zdrowieniu.
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA „ NUMER 37 • WYDANIE 4 • GRUDZIEŃ 2021 STR.4

~ SKUPIAJĄC SIĘ NA WŁASNYM ZDROWIENIU ~
Dziś rano wyszłam do ogrodu. Byłam dumna z jego wzrostu i piękna, które rozkwitło dzięki moim wysiłkom. Każdego dnia podlewałam, nawoziłam i bardzo o niego dbałam. W tym roku posadziłam dodatkowe cebulki mieczyków wokół
domu. Nie mogłam się doczekać, aż wyrosną wysokie i piękne w barwnych odcieniach, które wybrałam: czerwieni,
żółci i pomarańczy. Miałam duże oczekiwania co do tegorocznego ogrodu.
Kiedy spojrzałam na rzędy zielonych liści mieczyków stojących prosto i dumnie, zauważyłam jeden, który był krzywy i przechylony na bok. Zdrowy i rozwijający się, ale jednak jakiś krzywy. Pomyślałam, że trochę mu pomogę, po prostu wyprostuję, żeby stał tak, jak reszta. Wysiłki, aby go wyprostować, spowodowały, że natychmiast załamał się u podstawy. Moje serce zamarło, kiedy zdałam sobie sprawę, co właśnie zrobiłam. Chociaż chciałam tylko delikatnie zmienić jego ustawienie zgodnie z moją wolą, byłam zbyt stanowcza w tych wysiłkach. Raczej wyrządziłam mu krzywdę niż pomogłam.
Gdy wróciłam do domu rozczarowana swoim działaniem, mój umysł skupił się na naszym synu i jego chorobie uzależnienia. Przez wiele lat nasza rodzina cierpiała wraz z nim z powodu jego uzależnienia. Rozchorowaliśmy się, próbując zaradzić tej sytuacji. Nasz syn wychowywał się w dobrym domu z dobrymi rodzicami. To wydawało się nie mieć sensu, że uległ uzależnieniu, a przynajmniej tak myślałam przed Nar Anon.
Przed Nar-Anon próbowaliśmy wszystkiego, o czym wiedzieliśmy, że może pomóc i wyczerpaliśmy każdą
możliwość w naszych wysiłkach opanowania uzależnienia syna. Narzędzia programu pomogły nam dokładnie zrozumieć, na czym polega problem i przemówiły do nas dogłębnie. Z czasem zrozumieliśmy, że to nie problem naszego
syna; problem był nasz.
Nie mam na myśli tego, że jestem winna chorobie uzależnienia lub odpowiadam za wybory uzależnionego w procesie
zdrowienia. Chodzi o to, że mój mąż i ja staliśmy się częścią całej dysfunkcji, choroby uzależnienia, w naszych
reakcjach i staraniach, by pomóc. Staraliśmy się naprawić sytuacje, jak tylko mogliśmy, ale byliśmy bezsilni.
Jestem bezsilna. Przesłanie Pierwszego Kroku przyniosło pierwszy posmak ulgi w bólu, który mi towarzyszył, gdy rozpoczęłam pracę nad Dwunastoma Krokami Nar-Anon.
Powróciłam myślami do mieczyka w ogrodzie oraz rozczarowania, które wtedy poczułam i ponownie pomyślałam o naszym synu. Widziałam, że nawet w trakcie zdrowienia, zmaga się ze swoją chorobą. Nie wszystko było tak idealne, jak sobie wymarzyłam, że będzie, gdy zaczął zdrowieć. Czekała go ciężka praca nad sobą, by odbudować zniszczone latami uzależnienia życie.
Radził sobie dobrze, rozwijał się w swoim zdrowieniu; nie było idealnie, ale było dobrze. Był zdrowy, leczył się i
robił postępy.
W myślach porównałam go do mieczyka w ogrodzie. Ta jedna roślina nie była taka jak inne obok; nie stała prosto i dumnie. A jednak była silna, zdrowa, miała cudownie wibrującą zieleń i rosła pomimo zasadzonej ukośnie cebulki. Miałam świadomość, że z czasem wyprostowałaby się w dążeniu do słońca, bez niczyjej pomocy. Byłoby
dobrze, gdybym zostawiła to w spokoju i nie próbowała jej „naprawiać”.
Próbowałam popchnąć tego mieczyka w kierunku, który ja uważałam za właściwy, ponieważ nie spełniał moich oczekiwań co do tego, jak powinien wyglądać mieczyk w moim ogrodzie. Wtedy natychmiast się złamał i zwisał w mojej dłoni.
Zbyt późno uświadomiłam sobie mój błąd; słyszę, jak moja Siła Wyższa przypomina mi mojego syna. Pomimo wysiłków, by uwierzyć, że jednak jakoś potrzebuje mojej pomocy w zdrowieniu, mylę się. Jestem bezsilna.
Jestem bezsilna wobec jego wyborów, jego życia i jego zdrowienia. Kiedy próbuję ratować, naprawiać, doradzać
czy określić to, co według mnie jest zepsute i potrzebuje mojej pomocy, wyrządzam krzywdę.
Po raz kolejny przypominam sobie, że to ja potrzebuję zdrowienia. Chociaż nasz uzależniony syn nie jest „idealny”,
ja też nie jestem.
Doceniam miłość i akceptację, które odnalazłam w Nar-Anon, pomimo mojej własnej potrzeby zdrowienia. Przypominam sobie o tym fakcie, gdy daję mojemu synowi wolność rozwoju i zdrowienia, wolność od moich
oczekiwań jak powinien wyglądać jego powrót do zdrowia, wolność od moich rad i ingerowania w jego drogę.
Właśnie dziś poproszę Siłę Wyższą, aby pomogła mi pozostać na mojej drodze i skupić się tylko na własnym zdrowieniu. Chciałabym wspierać innych w ich rozwoju i drodze do zdrowienia. Nie chce oferować nic poza akceptacją i miłością, gdy inni wzrastają dokładnie w kierunku wyznaczonym przez ich Siłę Wyższą. Właśnie dziś poproszę Siłę Wyższą, aby pomogła mi pozostać na mojej drodze, skupiając się tylko na własnym zdrowieniu, a nie na innych.
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA” NUMER 37 • WYDANIE 4 • GRUDZIEŃ 2021 STR.3

~ WEŹ DO RĘKI TELEFON ~
Wracałam z pracy do domu, kiedy nagle zauważyłam mojego syna. Miał przebywać w długoterminowym ośrodku odwykowym w mieście. A tymczasem był tutaj, spacerując samotnie w deszczu, z rękami głęboko w kieszeniach i z kapturem naciągniętym na głowę. Moje serce natychmiast zaczęło bić szybciej, poczułam cierpki smak strachu w gardle. Dlaczego nie był tam, gdzie powinien być? Dlaczego był sam na zewnątrz i spacerował? Dokąd się wybierał? Czy on uciekał? Mój mózg zaczął pracować na zwiększonych obrotach, a strach i smutek ściskały moje gardło.
Postanowiłam zatrzymać się i z nim porozmawiać. Miałam wrażenie, że był tak samo zaskoczony moim widokiem, jak ja jego! Powiedział, że niedaleko stąd ma spotkanie ze swoim terapeutą. Kiedy zaproponowałam, że go podwiozę odpowiedział, że nie wolno mu korzystać z takich propozycji. Pożegnaliśmy się i każdy poszedł w swoją stronę. Miałam ochotę zawrócić, żeby go szpiegować. Czy naprawdę idzie tam, gdzie powiedział, że idzie? A może ucieka?
Odjechałam roztrzęsiona i odszukałam listę telefonów z mityngu. Z wahaniem zadzwoniłam pod pierwszy z nich, jednak nikt nie odebrał. Przypomniałam sobie, co słyszałam na mityngu i wybrałam kolejny numer. Tym razem usłyszałam automatyczną sekretarkę. Wreszcie, przy trzeciej próbie, głos na drugim końcu linii powiedział “Cześć”
Miałam wrażenie, że się narzucam, że przeszkadzam tej osobie. Czy ona w ogóle pamięta, kim jestem? Byłam nowa i nigdy wcześniej nie szukałam pomocy. Zapytała mnie, co się dzieje, a ja wyjaśniłam swoją panikę i przerażenie, gdy zobaczyłam syna. Ona rozumiała. Zapytała mnie, co dobrego przyniesie śledzenie go? Zasugerowała, że jeśli ucieknie ośrodek mnie powiadomi. Musiałam przyznać jej rację. Nie można było nic zyskać, wątpiąc w niego lub go szpiegując.
Zapytała mnie: „Co byś robiła w tej chwili, gdyby uzależnienie nie było częścią twojego życia?”
Zastanowiłam się przez chwilę i powiedziałam, że pojechałabym do domu przygotowywać obiad. „Co jest zatem na obiad?” zapytała.
I z tym pojechałam do domu i zaczęłam robić obiad. Nie sprawdziłam mojego syna. Nie zawróciłam i nie poszłam za nim. Nie pozwoliłam, by lęk i smutek podejmowały za mnie decyzje.
Mój syn ma dokonywać własnych wyborów, dobrych lub złych. Ma ponosić konsekwencje tych decyzji. Nie potrzebuje, żeby mu mówić, co ma robić. Nie potrzebuje moich obaw. Z pewnością nie potrzebuje, żebym mu mówiła o moim braku zaufania. Zamiast tego wykonałam telefon. Porzuciłam zwątpienie i poczucie bycia ciężarem a sięgnęłam po pomoc.
To było 10 lat temu, a ja wciąż dokładnie to pamiętam, jakby wydarzyło się wczoraj. Zrobiłam na obiad kurczaka z brokułami, a mój syn poszedł na wizytę w poradni. Może nie brzmi to jak wielka sprawa, ale dla mnie było to ogromne zwycięstwo. Tego dnia dostałam ważną lekcję: „Zostaw, oddaj Bogu”.
Aż do tego momentu żyłam w błędnym poczuciu odpowiedzialności, że jakoś jednak miałam kontrolę nad wyborami syna. Wtedy nie miałam i nie mam teraz. Jednak mam kontrolę nad własnymi wyborami. Decyzja o powrocie do domu i ugotowaniu obiadu, zamiast bawienia się w detektywa i śledzenie go, była dla mnie ogromnym zwycięstwem. Nauczyłam się też ufać ludziom z mojej Grupy, których imiona znajdowały się na liście telefonów. Pozwoliłam sobie wyrazić swoje obawy, zasięgnąć ich doświadczenia i sugestii. Od tego pierwszego telefonu pojawiło się nowe poczucie nadziei. Nie byłam już sama. Osoba po drugiej stronie telefonu rozumiała, jak mało kto.
Weź do ręki telefon.
Wybierz numer.
Szukaj pomocy.
Pracuj nad tym! Jesteś tego warta!
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA” NUMER 37 • WYDANIE 4 • GRUDZIEŃ 2021 STR.2

~ CZYM JEST DIALOG KRZYŻOWY I DLACZEGO NAS TO OBCHODZI? ~
TRADYCJA PIERWSZA: Nasze wspólne dobro powinno być najważniejsze; osobisty postęp większości zależy od jedności. Wiele z naszych zasad, sugestii dotyczących mityngów, Kroków, Tradycji i Koncepcji wspiera pielęgnowanie jedności Nar- Anon. A więc…
CZYM JEST JEDNOŚĆ? Jedność może być definiowana na wiele sposobów: stan bycia połączonym jako całość. Stan harmonii i zgodności. Więź, jedność. Dialog krzyżowy jest sprzeczny z tymi zasadami jedności.
DLACZEGO JEJ POTRZEBUJEMY?
Jedność sprzyja nawiązywaniu kontaktów, abyśmy wiedziały, że nie jesteśmy same. Sprawia, że możemy bezpiecznie otworzyć nasze serca podczas mityngu. Umożliwia zdrową komunikację dla wszystkich, którzy w niej uczestniczą. Pomaga nam zobaczyć, kiedy funkcjonujemy w oparciu o nasze ego. Pomaga nam współgrać w grupie. Uczy nas umiejętności społecznych. Daje nam bezpieczne miejsce na test rzeczywistości.
NA CO TO POZWALA? Jedność pozwala nam uzyskać dostęp do naszej Siły Wyższej na mityngu, indywidualnie oraz w Grupie. Pozwala nam na pełne i znaczące połączenie się ze sobą nawzajem. Pozwala członkom, którzy w przeszłości mieli poważne problemy z bezpieczeństwem, czuć się bezpiecznie na naszych mityngach. To wnosi życie i magię zdrowego mityngu Nar-Anon.
Usłyszane na mityngu: “Byłem wykluczony z tylu rozmów w moim życiu. Dialog krzyżowy wykluczyłby mnie z mityngu i jest sprzeczny z tym, po co tu jesteśmy.”
„Udzielanie porad odbiera godność osobie, która musi podjąć własną decyzję. A ta osoba może zacząć zbytnio na tobie polegać. Udzielanie porad jest dialogiem krzyżowym i szkodzi mityngom oraz sobie nawzajem”.
Tradycja Pierwsza pomaga mi w pełniejszym uświadomieniu sobie jak Nar-Anon dostarcza mi zasad do przeżywania całego mojego życia. Teraz pracuję nad tym, jak mogę pomóc moim grupom osiągnąć większą jedność. Według mnie jedność wzmacnia się za każdym razem, gdy robimy inwenturę mityngu i szczerze omawiamy zdanie wszystkich, szanując wszystkie głosy i uważnie słuchając tych, z którymi początkowo się nie zgadzamy. Za każdym razem, gdy ograniczamy czas na dzielenie się, aby każdy miał szansę się wypowiedzieć. Za każdym razem, gdy na naszych mityngach korzystamy z literatury Nar-Anon. Za każdym razem, gdy bierzemy udział w konwencji Regionalnej lub krajowej. Za każdym razem, gdy praktykujemy zasady Nar-Anon. Za każdym razem, gdy praktykujemy pokorę i cierpliwość wobec siebie i innych. Za każdym razem, gdy zatrzymujemy się i pozwalamy, aby nasza Siła Wyższa nas prowadziła. Za każdym razem, gdy… (wypełnij puste miejsce), promujemy jedność.
Co jeszcze? Cóż, wciąż jestem w drodze do pełniejszego zrozumienia Tradycji Pierwszej. A jak Tobie idzie? Kup lub przeczytaj literaturę dla służb: https://www.nar-anon.pl/dla-czlonkow/
BIULETYN ”RAZEM Z POGODĄ DUCHA„ NUMER 37 • WYDANIE 3 • WRZESIEŃ 2021 STR.6

~ NIE JESTEM SAMA ~
Zmagałam się z uzależnieniem mojej córki przez lata. Pomimo wsparcia kilku dobrych przyjaciół i rodziny, którzy cierpliwie mnie słuchali i dawali dobre rady, czułam się bardzo samotna aż do czasu, gdy przyłączyłam się do Nar-Anon.
Dla mnie „samotność”, którą czułam w tej walce o życie mojej córki i o moją własną emocjonalną i psychiczną kondycję, była głębsza i mroczniejsza niż jakakolwiek inna, którą kiedykolwiek czułam…
Program Nar-Anon zmienił to dla mnie. Czuję się bezpiecznie mówiąc o tym co czasami wydaje mi się niewypowiedziane, bez osądzania.
Moje nocne mityngi przynoszą mi nadzieję, że pewnego dnia będę mogła zostawić tę walkę za sobą stosując Program Dwunastu Kroków, który wyróżnia się jak żaden inny.
Zawsze kochałam moich wspierających przyjaciół i rodzinę, ale moja grupa Nar-Anon dała mi partnerów – nie jestem sama.
Jestem bardzo wdzięczna za Nar-Anon, za wskazówki, perspektywę i spostrzeżenia innych członków z mojej Grupy. Dzięki temu odzyskuję siłę, nadzieję i wiarę by iść naprzód z moim własnym rozwojem.
BIULETYN ”RAZEM Z POGODĄ DUCHA„ NUMER 37 • WYDANIE 3 • WRZESIEŃ 2021 STR.5

~ GŁÓWNY CEL DUCHOWY ~
Wychodzę z tej podstępnej rodzinnej choroby uzależnienia; z nadmiernego pomagania, nadmiernego działania, troszczenia się, kontrolowania i podobania się. Praktyka Dwunastu Kroków, o której mowa w Tradycji Piątej, jest źródłem nadziei, pomocy i zachęty najpierw dla mnie, a potem dla innych.
Potrzebuję tego programu, aby był moim głównym celem duchowym, jeśli mam być użyteczna dla innych. Zdrowienie jest wewnętrzną pracą, która skutkuje moim wewnętrznym zdrowieniem i staniem się sobą. Kroki i Tradycje prowadzą mnie do bycia pełną, wdzięczną osobą w moich relacjach z innymi. Uczę się swojej roli we wszystkich aspektach mojego życia poprzez nieustanne poszukiwanie przewodnictwa Boga, jakkolwiek Go pojmuję i programu. Jako osoba zdrowiejąca, moje działanie musi wypływać z mojego bycia.
Połączenie z Bogiem poprzez modlitwę, medytację i pracę nad Krokami w celu uzyskania przewodnictwa jest moim głównym celem duchowym. Na to potrzeba czasu. Nadal pracuję nad tym, by we wszystkich moich sprawach najważniejsze robić najpierw.
Moja pogoda ducha i spokój w tym programie, moja użyteczność dla innych i przyciąganie innych do zdrowienia zależy od mojej duchowości. Odejście od mojego programu jest tak łatwe w obliczu tak wielu potrzeb wokół mnie, w których mogłabym pomóc. Muszę pamiętać, że moja Siła Wyższa mnie poprowadzi i zapewni wszystko, czego potrzebuję, aby to wykonać, jeśli się do Niej zwrócę.
Na początku mojego zdrowienia nauczyłam się, że nie wszystko co mogę zrobić, jest wolą Bożą bym to zrobiła. Doszłam przekonania, że we wszystkich sferach mojego życia, część działania należy do mnie. W Nar-Anon moją rolą jest bycie zdrowiejącą osobą, która niesie posłanie i dzieli się tym doświadczeniem, siłą i nadzieją z innymi w ramach Bożej woli dla mnie. Zdrowienie na naszych mityngach jest pięknym darem, którym można się dzielić.
Dzięki temu procesowi i relacjom powstałym podczas mojego zdrowienia znajduję sposób, by wkroczyć do reszty mojego życia. To wystarczy. Z własnego doświadczenia nauczyłam się, że zbyt wiele na raz może przytłaczać i bardzo łatwo jest ponownie się zatracić i poddać się swojej woli. Bożą wolą jest, abym była sobą, połączoną z miłością i otoczona opieką.
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA„ NUMER 37 • WYDANIE 3 • WRZESIEŃ 2021 STR.2,3

~ PO PROSTU MÓW ~
Nasza Siódma Tradycja mówi, że każda grupa powinna być samowystarczalna.
Bezcennym elementem zdrowienia jest to, że wszyscy mamy możliwość wniesienia swojego wkładu na każdym mityngu. Koszt jest wysoki, ale nie ma to nic wspólnego z pieniędzmi. Najważniejszą służbą, jaką możemy kiedykolwiek wnieść, jest dzielenie się naszym doświadczeniem, siłą i nadzieją z innymi – zmaganiami i pięknem, udręką trzymania się i uwolnieniem wynikającym z odpuszczania i powierzania Bogu.
Wrażliwość – to słowo, które opisuje moją naukę dzielenia się tym, co płynie z serca: Moimi emocjami, doświadczeniami, zmaganiami.
Po prostu muszę zdecydować by mówić swoją prawdę i dzielić się tym, jak zdrowienie mnie zmienia. Jak uczę się ufać Sile Wyższej we wszystkim co nie jest moje? To jest proces. Moja historia jest moją rzeczywistością; to rozwój mojego życia i okoliczności. Popełniłam błędy, powiedziałam lub zrobiłam coś, czego żałuję. Ale czy nauczyłam się robić rzeczy inaczej lub w rezultacie być inną? To jest zdrowienie. Dzielenie się tymi lekcjami to dar, który dajemy, gdy mówimy. Czy widziałam cuda? Czy doświadczyłam Bożego prowadzenia? Dziel się nadzieją i nie bój się – się – to się wydarzyło, to jest prawdziwe. Powiedz prawdę, zasiej ziarna nadziei. Czy nadal czekam na cud, który ma się wydarzyć? Czy uczę się nowej perspektywy od innych, którzy troszczą się o mnie i naprawdę mnie rozumieją? Czy centrum mojej uwagi się zmienia, czy moja obsesja znika? Czy przestałam już „pomagać” w kółko i bezskutecznie? Czy wyszłam z otchłani „niewiedzy”? Jak mi się to udało? Co robię w tym miejscu „niewiedzy”, aby nauczyć się żyć, cieszyć się ze śpiewu ptaków i podziwiać zachody słońca? To jest zdrowienie. Już nie jestem sama.
Powiedz prawdę, zasiej ziarna nadziei.
Być może to właśnie jest teraz moim cudem: bycie hojnym w moim życiu i w moich słowach i ufać opiece Bożej. Po prostu mówmy, nawet gdy czujemy się przerażeni, ponieważ może to być właśnie to, co ktoś inny potrzebuje usłyszeć, aby zrobić kolejny krok w kierunku zdrowienia. Powoli i systematycznie zdrowieję, jeden dzień, jeden moment, jeden wybór na raz.
Czasami potrzebuję usłyszeć swoje własne słowa. Potrzebuję też usłyszeć prawdy innych, nawet dzisiaj, kiedy już od dłuższego czasu zdrowieję. W ten sposób dzielimy się odwagą do bycia sobą, do zmiany, do zdrowienia, do praktykowania tych zasad we wszystkich naszych sprawach. Nasze historie są darem, którym należy się swobodnie dzielić. Moja historia nie jest ani dobra, ani zła. To jest to, co się wydarzyło, wypowiedziane na głos. Jest prawdziwa i tak szczera, jak tylko może być. „Mi też się to przydarzyło” – to często nasza wspólna prawda. Nie jesteśmy sami; pamiętamy i zmieniamy się razem. Razem jest zawsze lepiej. Słyszymy nawzajem swoje słowa i następuje zdrowienie. Pojawia się nasza Siła Wyższa. Uczymy się ufać, płynąć z prądem naszego życia z innymi, którzy są prawdziwi, z Bogiem i z nami samymi. Nasze życie rozjaśnia się, kiedy my rozjaśniamy się wewnątrz. Dzisiaj wpuszczam i wypuszczam światło; wybieram wypowiadanie słów i pozostawiam je pod Bożą opieką.
BIBIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA„ NUMER 37 • WYDANIE 3 • WRZESIEŃ 2021 STR.2

~ DAR ŚMIECHU ~
SESH, 12 czerwca — Dzisiaj jest nowy dzień, ponieważ znalazłam Nar-Anon. W tym programie znalazłam sposób przeniesienia uwagi z uzależnionego na siebie. Zdecydowałam się wyjść z cienia i sprawić, by moje życie było radosne.
Myśl na dziś: wybiorę miłość, śmiech, pogodę ducha, spokój i radość w moim życiu.
SESH, 17 kwietnia — Myśl na dziś: Dzięki nieustannemu wsparciu moich przyjaciół z Nar- Anon i mojej sponsorki, moje życie jest wypełnione pięknem i większą radością, niż myślałam, że to możliwe. Otrzymałam wspaniały dar, dar śmiechu. Dopóki będę umiała się rozweselić i śmiać, będę umiała cieszyć się życiem bez strachu przed tym, czego nie widzę.
SESH, 19 września — Słyszałam, jak członkowie dzielili się swoimi historiami o okropnościach uzależnienia, a mimo to byli w stanie śmiać się z prostych rzeczy. Byli w stanie siedzieć tam z pewną dozą zadowolenia, która pochodzi z pracy nad Dwunastoma Krokami.
Kiedy zaczęłam chodzić do Nar-Anon, jeden z moich synów powiedział do mnie: „Mamo, nie pamiętam, kiedy ostatnio się uśmiechałaś lub śmiałaś”. Więc spróbowałam się uśmiechnąć. Nie żartuję – mięśnie nie uformowały się w rozpoznawalny uśmiech. To był raczej dziwny grymas. Musiałam więc nad tym popracować i ćwiczyć te mięśnie uśmiechu. Radzenie sobie z powtarzającą się traumą uzależnienia tak na nas działa. Życie z bałaganem naszych wad charakteru też nam to robi. Możemy zakopać naszą iskrę, radość i humor pod tym całym chaosem w naszych umysłach, aż stracimy zdolność uśmiechania się i zdolność do głośnego śmiechu. Pozbawiliśmy się ważnej części siebie.
Po raz pierwszy chciałam tego, co miał ktoś inny w Nar-Anon, kiedy na mityngach widziałam ludzi śmiejących się, również z siebie, z pewnego rodzaju czułością. Znaleźli humor i akceptację w obliczu własnych niedoskonałości. Nie poniżali się, nie przepraszali ani nie uciekali się do nienawiści do samego siebie po popełnieniu błędu. Rozpoznali swój błąd, wyciągnęli z niego wnioski, naprawili i ruszyli dalej. Patrzyli na sytuację ze zdrowej perspektywy i często śmiali się z siebie w ramach tego procesu. Chciałam być taka jak oni.
Myślę, że dobrze jest być taką, jaką chcę być dla siebie i osób wokół mnie, nie udając lub oszukując siebie, ale mając na uwadze to, kim chcę być. Wspaniale jest dążyć do umiejętności uśmiechania się, umiejętności śmiania się. W moim umyśle zdrowy śmiech jest zgodny z tym, czego chce dla mnie moja Siła Wyższa, ponieważ wzmacniam naszą relację i w ten sposób staję się prawdziwą sobą. W Nar-Anon umiejętność śmiania się z samego siebie jest kluczowa i może być miarą tego, jak pracujemy nad naszym programem.
Zdrowy śmiech jest zgodny z tym, czego chce dla mnie moja Siła Wyższa.
Stosowny śmiech jest zdrowy i pokazuje, że zdrowiejemy z wpływu uzależnienia i wypracowanych przez nas wad charakteru. Pokazuje lekkość ducha, która pojawia się, kiedy pracujemy nad Programem Dwunastu Kroków.
Niedawno na spikerce, jeden ze spikerów podzielił się analogią porównującą jego związek z uzależnioną ukochaną osobą do automatu do gry. Miał już dość czekania na wypłatę po latach wrzucania tych wszystkich ćwierćdolarówek! Ta analogia była jak najbardziej na miejscu, wywołała świadomy śmiech wielu z nas.
Badania naukowe dowodzą, że śmiech wyzwala w naszych ciałach substancje chemiczne poprawiające samopoczucie i ma pozytywny wpływ na nasze zdrowie fizyczne i emocjonalne. Istnieje pojęcie świadomego śmiechu. Mówi on: jestem z tobą, wiem, co masz na myśli, rozumiem to, rozumiem cię. Jest w nim życzliwość i uznanie. Śmiech pomaga nam się zrelaksować, zobaczyć rzeczy w nowym świetle i nawiązać kontakt z innymi. Moja sponsorka powiedziała mi, że humor i śmiech są kluczem do jej spokoju. Na szczęście podczas naszych rozmów dużo się śmiejemy. Ten poziom spokoju i ta perspektywa zazwyczaj nie pojawiają się pierwszego dnia pracy nad programem. Jest to część procesu zdrowienia. Wymaga to czasu i jest jedną z największych korzyści płynących z pracy nad naszym programem. MOŻEMY odzyskać tę lżejszą część nas samych, którą myśleliśmy, że utraciliśmy.
Oto kilka pytań do przemyślenia na temat śmiechu:
☻ W jakich momentach doceniałeś śmiech usłyszany w salkach mityngowych w Nar-Anon? W jaki sposób pomogło to w Twojej pracy nad Programem?
☻Jak możesz bardziej otworzyć się na możliwość śmiechu w swoim życiu?
☻W jakiś sposób możesz dzielić się z innym swoją lekkością bycia, poczuciem humoru i śmiechem?
BIULETYN NAR-ANON „RAZEM Z POGODĄ DUCHA” NUMER 37 • WYDANIE 3 • WRZESIEŃ 2021 STR.4

~ ZADOŚĆUCZYNIAJĄCY LIST DO SIEBIE ~
Droga ja,
Dzisiaj chciałabym Cię przeprosić za to, że wiele razy stawiałam Tobie niemożliwie wysokie standardy do perfekcji. Wiele razy byłam wobec ciebie surowa i krytykowałam cię za niespełnienie tych standardów doskonałości.
Chcę przeprosić za to, że nie kochałam cię bezwarunkowo, tak jak na to zasługujesz. W sposób, w jaki kocha cię twoja Siła Wyższa. Przepraszam za to, że nie celebruję twoich sukcesów z tobą bardziej, tak jak celebruję sukcesy innych ludzi z nimi. W rzeczywistości, chcę przeprosić za to, że nie traktowałam cię tak samo, jak traktowałabym moją najlepszą przyjaciółką. A przecież nią jesteś! Za te wszystkie razy, kiedy wyrządzałam ci krzywdę, rozprawiając się z błędami przeszłości. Jest mi naprawdę przykro. Ilekroć spojrzałam na ciebie i nazwałam cię głupią, brzydką lub nie dość dobrą, myliłam się i przepraszam za to! Wyrządziłam ci krzywdę, okłamując cię. Moje oszustwa, zaprzeczanie i usprawiedliwianie siebie były dla ciebie niezdrowe. Wyrządziłam ci krzywdę, zaniedbując twoje zdrowie i dobre samopoczucie. Doprowadziłam do tego, że uwierzyłaś, iż stawianie siebie na ostatnim miejscu jest godne pochwały. Nalegałam, abyś wzięła na siebie obowiązki innych ludzi i zmuszałam cię do pomagania innym, nawet jeśli oznaczało to zaniedbanie twoich własnych potrzeb. Przepraszam za ten brak troski i szacunku.
Oto moja obietnica wobec Ciebie: będę starała się traktować Cię jak moją najlepszą przyjaciółkę. Będę cię kochać i szanować. Postaram się zobaczyć cię tak, jak widzi cię twoja Siła Wyższa. Będę chwaliła Twoje osiągnięcia i świętowała z Tobą sukcesy. Będę cię traktowała z miłującą dobrocią i delikatnością. Będę z tobą szczera, ale nie będę surowa ani okrutna. Będę cierpliwa i przypomnę, że ważny jest postęp, a nie perfekcja. Wybaczę twoje niedociągnięcia. Przypomnę, że jesteś dokładnie tam, gdzie masz być dzisiaj.
Z miłością, Ja
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA „ NUMER 37 • WYDANIE 3 • WRZESIEŃ 2021 STR.6

~ Łódź Ratunkowa ~
Zanim przyszłam do Nar-Anon, tonęłam w morzu gniewu, strachu, wstydu i poczucia winy. Kiedy przyszłam na pierwszy mityng, zaczęłam słuchać doświadczeń innych. Po raz pierwszy, odkąd dowiedzieliśmy się, że nasz syn jest uzależniony, poczułam, że jestem we właściwym miejscu. Zostałam zabrana na łódź ratunkową.
Kiedy po raz pierwszy przychodzimy do Nar-Anon, możemy czuć się tak, jakbyśmy otrzymali dar. Zostajemy wciągnięci na tę łódź ratunkową i leżymy w niej. Potrzebujemy pomocy, a tam jest ktoś kto się nami zaopiekuje, da nam koc, coś gorącego do picia, „kawałek” literatury, numer telefonu do osoby, z której doświadczeniem możemy się zidentyfikować. Jeśli poświęcimy chwilę, by rozejrzeć się po tej łodzi ratunkowej, może zauważymy, że niektórzy ludzie wiosłują. Jest ktoś, kto rozdaje jedzenie. Niektórzy planują, gdzie skierować tę łódź ratunkową. Ktoś porządkuje literaturę, ktoś dba o datki zbierane w ramach Tradycji Siódmej, ktoś ustawia krzesła, jest też Reprezentant Grupy (GSR), który łączy naszą łódź ratunkową z całą flotą łodzi ratunkowych.
Nasza łódź ratunkowa Nar-Anon jest cenną rzeczą. Ale jak każda łódź miotana na morzu bólu, strachu i rozpaczy, może
się wywrócić w każdej chwili. Mam nadzieję, że znalazłaś schronienie przed tym morzem w swojej łodzi ratunkowej.
Ale rozejrzyj się przez chwilę wokół niej. Czy jesteś gotowa podjąć wiosła służby Nar-Anon? Możesz pomóc płynąć łodzi naprzód, zabierając po drodze inne dusze, które desperacko potrzebują miejsca, gdzie mogą czuć się bezpieczne i zrozumiane. Tak jak wiosłowanie na prawdziwej łodzi ratunkowej wzmocni twoje ramiona, mogę ci obiecać, że pełnienie służb wzmocni cię w twoim zdrowieniu. Zastanów się nad tym, a kiedy będziesz gotowa, zapytaj, w jaki sposób możesz służyć w swojej grupie, Okręgu, Regionie lub w służbach światowych. Utrzymajmy wszyscy tę cenną łódź ratunkową Nar-Anon na powierzchni.
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA” NUMER 37 • WYDANIE 3 • WRZESIEŃ 2021 STR.3

~ Praktykowanie tych zasad we wszystkich naszych sprawach ~
Gdyby trzy lata temu medium powiedziało: „Twoja córka jest narkomanką, która nie chce pomocy, ale Ty pójdziesz do Nar-Anon, gdzie nauczysz się jak naprawić siebie, a przy okazji, to czego się uczysz w Nar-Anon, pomoże ci również przejść przez globalną pandemię”, nigdy więcej nie poszedłbym do tego medium! A jednak oto jesteśmy! Jak wielu innych, pojawiłem się tej pierwszej nocy na spotkaniu Nar-Anon na żywo z długopisem i notesem w ręku, oczekując, że otrzymam wszystkie wskazówki i triki potrzebne do naprawienia mojej córki. Wyobraź sobie moje zdziwienie, kiedy dowiedziałem się, że to nie ona będzie naprawiana, lecz ja. Chociaż nie tego się spodziewałem, kontynuowałem, chociażby z tego powodu, że przebywałem wśród ludzi, którzy rozumieli, przez co przechodzę, i to sprawiało, że czułem się lepiej. W ciągu pierwszego roku, zacząłem regularnie dzielić się tym, że mityngi Nar-Anon są dla mnie jak zastrzyki z witaminą B12 dla duszy.
W lutym 2020 zdecydowałem, że czas znaleźć sponsora i zacząć pracować nad swoimi krokami. Na szczęście znalazłem sponsora, ale miesiąc później świat, jaki znaliśmy, się zmienił! Mityngi na żywo zostały zawieszone, nie mogliśmy spotykać się z bliskimi i tam, gdzie była pogoda ducha, pojawił się chaos.
Bardzo łatwo byłoby wrócić do moich starych schematów kontrolowania. Zamiast tego podwoiłem cotygodniowe pytania dotyczące Kroków i wkrótce rozpocząłem wirtualne mityngi mojej Grupy domowej. To działało przez chwilę, ale potrzebowałem więcej mityngów, ponieważ czułem, że świat wymyka się spod kontroli. Zacząłem uczęszczać na dodatkowe mityngi wirtualne, potem na kolejne ORAZ na kolejne. Nie miało nawet znaczenia, w jakim mieście, województwie czy kraju odbywał się mityng, mogłem wziąć udział i otrzymać dodatkowy zastrzyk witaminy B12, którego moja dusza tak rozpaczliwie potrzebowała. Krok dwunasty znaczy dziś dla mnie o wiele więcej niż wtedy, gdy zaczynałem. „Przebudzeni duchowo w wyniku realizacji tych Kroków staraliśmy się nieść posłanie innym i stosować te zasady w naszym codziennym życiu”. Kroki Nar-Anon, Tradycje, Koncepcje, narzędzia i wirtualne mityngi dały mi sposób na znalezienie spokoju, nawet podczas pandemii.
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA” NUMER 37 ~ WYDANIE 2 ~ CZERWIEC 2021 STR.4

~ Arogancja i pokora ~
Arogancja to moja największa i najbardziej problematyczna wada charakteru. Zanim przyszłam do Nar-Anon, moje ego kazało mi wierzyć, że znam wszystkie odpowiedzi, że wiem co jest dobre dla innych. Ciągle mówiłam innym jak mają żyć i rozwiązywałam ich problemy. Oczekiwałam, że inni, w tym uzależniony, będą żyć tak jak ja sobie życzę i spełniać moje oczekiwania. Regularnie, werbalnie obrażałam moich bliskich i próbowałam kontrolować ich poprzez krytycyzm i wściekłość, bez żadnych przeprosin. Wyrządziłam dużo krzywd poprzez mój będny osąd, że inni istnieją po to, by realizować moje potrzeby i wykorzystując ich, by poczuć się lepiej. Błądziłam w moich próbach pomocy innym, gdy w rzeczywistości stwarzałam komfortowe warunki, kontrolowałam czy wkraczałam ich życie w obszarach, gdzie nie
powinnam. Później, po wszystkich moich próbach kontrolowania uzależnionego, które zawiodły, przyszłam do Nar-Anon i uświadomiłam sobie, że muszę zacząć postępować inaczej.
Pracując z każdym kolejnym Krokiem i kochającym wsparciem mojego sponsora, moja arogancja zniknęła i zastąpiło ją rosnące uczucie pokory. W rzeczywistości, każdy z 12 Kroków wymagał pewnej dozy pokory, by nad nim pracować i moim skromnym zdaniem (ha!), im więcej pokory, tym bardziej kompletna jest praca. Moja Siła Wyższa zastąpiła moją największą wadę, arogancję, przeciwną cnotą, pokorą!
• Właśnie dziś, nie będę się martwić o wczoraj czy jutro, odnajdę spokój w samym byciu
• Właśnie dziś, będę pamiętać, aby być wdzięczną za wszystko co doprowadziło mnie do dzisiaj
• Właśnie dziś, będę praktykować wdzięczność. Pomyślę o wszystkich dobrych rzeczach w moim życiu
• Właśnie dziś, wybaczę sobie wszystkie moje błędy i je odpuszczę. Skupię się na dniu dzisiejszym, zanim dotarłam do Kroku 7 (który nota bene zawiera słowo ‘pokora’), odkryłam, że moja Siła Wyższa zastąpiła moją największą wadę, arogancję, cechą zupełnie przeciwną, pokorą! Ta zmiana odmieniła moja życie! Doświadczam teraz spokoju, szczęścia i pogody ducha z radosną pomocą mojej Siły Wyższej. Co za ulga, że nie muszę już kierować niczyim życiem, w tym moim własnym.
Wystrzegam się aroganckiego poklepywania po plecach, za to, że jestem tak pokorna, uznając, z postawą wdzięczności, że ta transformacja to nie jest moja zasługa. To praca mojej Siły Wyższej, która ma na uwadze dobro moje i innych. Poprzez codzienne kontynuowanie pracy na 12 Krokach, mogę pozostać pokorna.
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA” NUMER 37 ~ WYDANIE 2 ~ CZERWIEC 2021 str.3
