
~ Sekrety i Wstyd ~
Kiedy dziecko „schodzi na złą drogę”, społeczeństwo obwinia rodziców. „Wartości należy uczyć w domu”. „Gdzie byli jej rodzice?” „Gdyby tylko jego rodzice mieli (wypełnij puste miejsce), to by się nie wydarzyło”. Kiedy moje dziecko zaczęło ranić siebie i innych, wahałam się między zaprzeczeniem, a rozpaczą. Czułam się zawstydzona, winna i upokorzona.
Po raz pierwszy zdałam sobie sprawę, że mój syn ma problem z narkotykami, kiedy odebrałam telefon z lokalnego sklepu spożywczego. Został on przyłapany na kradzieży syropu na kaszel. Zrobiłam wszystkie „właściwe” rzeczy. Nałożyłam na niego kary, zabrałam do specjalisty od narkotyków, kazałam mu zapłacić grzywnę w wysokości 50 $, próbowałam porozmawiać z nim o tym, dlaczego to zrobił. I nie powiedziałam o tym nikomu spoza rodziny. Uczucia upokorzenia, winy i strachu były przytłaczające.
W ciągu następnego roku jego oceny zaczęły się obniżać. Nie raz interweniowałam u nauczyciela, prosząc o możliwość zrobienia dodatkowego zaliczenia lub pozwolenia na powtórzenie testu. Potem nadszedł dzień, w którym ukradł iPoda kolegi z klasy i został zawieszony. Nie wiedziałam wtedy, że taki będzie schemat na następne dziesięć lat. Aby wesprzeć swoje rosnące uzależnienie, okradał mnie, swoich przyjaciół, rodziców swojego przyjaciela i kolejne sklepy.
Gdy trafił do systemu prawnego, spotkałam wielu obrońców z urzędu i prokuratorów okręgowych. Wszyscy byli uprzejmi, profesjonalni i ani razu nie insynuowali, że którykolwiek z problemów mojego syna był moją winą”. Ale siedząc na Sali sądowej, obserwując, jak mój syn włóczy się w więziennych ubraniach i słuchając prokuratora okręgowego recytującego listę zarzutów, trudno było nie czuć się odpowiedzialną. Szczególnie pamiętam jedną salę sądową, gdzie sędzina była kobietą. Miała płaski telewizor pokazujący slajdy z inspirującymi powiedzeniami, odtwarzanymi w pętli. „Twoja przeszłość nie określa, kim jesteś, ale przygotowuje cię na to, kim się staniesz”. „Życie zawsze daje ci drugą szansę; jest nią jutro”. W tym dniu mój 25-letni syn został skazany na 5 miesięcy więzienia i 5 lat w zawieszeniu.
Ale nadal trzymałam to wszystko w tajemnicy. Tylko moja rodzina i kilku bliskich przyjaciół wiedziało, przez co przechodzimy. Potem nadszedł dzień, w którym mój syn spóźnił się na rozprawę sądową. Kilka miesięcy wcześniej, kiedy był poza więzieniem, ukradł mi czek i zrealizował go. Zaczęłam uczęszczać na mityngi Nar-Anon i powoli odrywałam się od mojego źle umiejscowionego poczucia odpowiedzialności. Zadzwoniłam na policję. Kiedy spóźnił się na rozprawę sądową, w odpowiedzi wysłali do mojego domu dwa radiowozy, policjanta na motocyklu i oddział K9, aby Go szukali. Oblegali okolicę i ustawiali blokady na drogach. W pewnym momencie policyjny helikopter wykonał nawet obrót moim sąsiedztwie. Mój syn nie mieszkał ze mną od wielu lat, chociaż nadal używał mojego domu jako swojego oficjalnego adresu. Pozwoliłam oficerom rozejrzeć się po moim domu i wyjaśniłam im, że mieszka godzinę drogi stąd. W tym czasie moi sąsiedzi byli już na ulicy, zastanawiając się, co się dzieje. Starałam się być nonszalancka, wyjaśniając, że szukają mojego syna z powodu sfałszowanego czeku na 400 $. –„Twoje dolary z podatków w pracy” –powiedziałam ze śmiechem.
Po tym wydarzeniu zaczęłam zdawać sobie sprawę, że utrzymywanie tego wszystkiego w tajemnicy było niezdrowe. Z pomocą mojego programu Nar-Anon, w końcu zaczęłam czuć, że nie jestem odpowiedzialna za czyny mojego syna i przestałam postrzegać jego chorobę jako coś czego muszę się wstydzić. Teraz kiedy ludzie pytają mnie o mojego syna, mówię prawdę w sposób, który jest pełen szacunku dla mojego syna i dla mnie.
Kiedy zaczęłam szczerze mówić o zmaganiach mojego syna, zaczęłam zdawać sobie sprawę, jak wiele innych rodzin również cierpi. Kiedy jestem otwarta i nie wstydzę się swojego życia, tworzę bezpieczne miejsce, w którym inni mogą dzielić się swoimi historiami i korzystać z okazji, by przedstawić im Nar-Anon.
BIULETYN „RAZEM Z POGDĄ DUCHA” 37 ~ WYDANIE 2 ~ CZERWIEC 2021 str.2

~ Dzielę się swoim doświadczeniem, siłą i nadzieją ~
Kiedy po raz pierwszy dowiedzieliśmy się o uzależnieniu naszej córki, byliśmy zdruzgotani. Zawsze szczyciliśmy się tym, że jesteśmy zgraną rodziną. Jeździliśmy razem na wakacje, co niedzielę jadaliśmy rodzinne obiady i interesowaliśmy się swoimi sprawami, zarówno tymi dobrymi, jak i złymi. Byliśmy więc zaskoczeni, gdy odkryliśmy, że córka bierze narkotyki. Około miesiąca przed tym odkryciem, pojawiły się pewne znaki. Wiedzieliśmy, że coś jest nie tak, ale nie mieliśmy pewności co. Zawsze była bardzo silna, uparta i otwarta.
Mój mąż i ja próbowaliśmy wszystkiego, żeby ją powstrzymać. Zażądaliśmy detoksu i odwyku, żeby mogła pozostać w rodzinie. To nie zadziałało. W końcu zdecydowaliśmy się wyrzucić ją z domu i odsunąć od pracy w rodzinnej firmie.
Byłam w rozsypce i na skraju załamania nerwowego, kiedy zdecydowałam się pójść na mój pierwszy mityng. Sama uzależniona mi o nim powiedziała. Widziała ulotkę w kościele, w którym od czasu do czasu odbywały się mityngi dla uzależnionych.
Gdy po raz pierwszy przyszłam na mityng Nar-Anon przywitali mnie przyjaźni ludzie. Jedna pani poprosiła mnie, żebym z nią usiadła. Poczułam natychmiastową więź z nią i z Grupą. Wyszłam tamtej nocy, czując, że ci ludzie wiedzieli, przez co przechodzę, i że nie jestem sama. Poszłam do domu, opowiedziałam mężowi o mityngu i zapytałam, czy chciałby pojechać ze mną w przyszłym tygodniu. Powiedział mi, że nie potrzebuje tego; on nie był uzależniony. Kiedy niechętnie w końcu ze mną poszedł, również poczuł natychmiastową więź. Potem kontynuowaliśmy to co tydzień. Przez pierwszy rok nigdy nie zabierałam głosu na mityngach. Wchodziłam, zajmowałam moje miejsce i po prostu słuchałam i obserwowałam. Czasami były łzy, czasami śmiech, a czasami pojawiał się ból, gdy osoby nowoprzybyłe opowiadały swoje historie, ale nigdy nie było osądzania.
Praca z programem Nar-Anon pomogła mi nauczyć się radzić sobie z naszą uzależnioną. Dowiedziałam się, że jestem tak samo uzależniona, jak ona. Byłam uzależniona od mojej córki.
Kontrolowała moje życie na wiele sposobów. Jeśli nie była szczęśliwa, nikt nie był szczęśliwy. Przez wiele lat chodziliśmy wokół niej na palcach. Praca z programem dała mi narzędzia, dzięki którym nauczyłam się, jak wyznaczać sobie zdrowe granice. Dowiedziałam się, co to znaczy oderwać się z miłością, jak nie reagować natychmiastowo, z:vatrzymywać się i analizować swoje motywy. To ograniczyło nasze kłótnie.
Przychodząc do Nar-Anon i pracując na Krokach, mogłam nauczyć się, jak zachować spokój i Pogodę Ducha w moim życiu. Dzięki temu nowo zdobytemu doświadczeniu i sile, mogłam pomóc w prowadzeniu mityngów i finalnie zorganizować Grupę w mojej okolicy. Mój mąż był w tym dla mnie dużym wsparciem. To był udany mityng i nadal się rozwija.
Chciałabym powiedzieć, że nasza uzależniona odzyskała zdrowie, ale tak się nie stało. Zmarła w lutym 2020 roku po przedawkowaniu, tuż po ukończeniu nakazanego przez sąd 21-dniowego programu odwykowego.
Nadal pełnię Służby i niosę posłanie Nar-Anon każdemu, kto szuka pomocy.
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA” NUMER 37 ~ WYDANIE 1 ~ MARZEC 2021 str.4

~ Wypowiedzenie ~
Kiedy zaczynałam pracę na programie, nie czułam się komfortowo z myślą o Sile Wyższej, jakkolwiek Ją pojmuję. Dorastałam w zorganizowanej religii i miałam poczucie strachu przed „Bogiem”. Po wykonaniu Kroku Pierwszego, przyznaniu się, że jestem bezsilna wobec uzależnionego, że moje życie stało się niemożliwe do kierowania, byłam gotowa na Krok Drugi. Po wyrażeniu niechęci do zadośćuczynienia „Bogu”, którego znałam dorastając, moja sponsorka zasugerowała, abym napisała list z wypowiedzeniem do mojego starego „Boga” i zatrudniła nowego.
Do starego Boga, jakkolwiek Go pojmuję:
To jest mój list z wypowiedzeniem do Ciebie. Kiedy zaczynam próbować zrozumieć koncepcję Siły Wyższej, wchodzisz mi w drogę. Jesteś oceniający i sprawiasz, że kwestionuję swoją wartość i to, czy jestem „wystarczająco dobra” dla Ciebie lub dla świata. Przez ten strach i smutek zaczęłam żywić do Ciebie urazę i kwestionować to, czy istniejesz.
Nowa Siła Wyższa, jakkolwiek ją pojmuję, próbuje pojawić się w moim życiu. Kończę z Tobą teraz i zatrudniam nową Siłę Wyższą, którą powoli poznaję.
Moja nowa Siła Wyższa:
• Będzie mnie kochać za to, kim jestem i za błędy, które popełniłam w przeszłości, a także za błędy, które popełnię w przyszłości;
• Wysłucha mnie, nawet gdy jestem zła;
• Nie ma zestawu zasad i nie będzie mnie straszyć ani grozić, żebym robiła to, co należy;
• Pokaże mi, co to znaczy mieć szczęśliwe i satysfakcjonujące życie, na przykładzie innych;
• Będzie stawiać na mojej drodze sytuacje i wyzwania, które będą wydawały się dla mnie zbyt trudne. Ona jednak mi pokaże, że sobie z nimi poradzę;
• Pomoże mi zamilknąć by słuchać, nie działać pochopnie, ukorzy moje serce i pomoże uciszyć moje ego.
• Będzie mnie kochać pomimo moich błędów i pozwoli mi się do nich przyznawać, a także je robić;
• Pomoże mi dostrzec, że jestem kochana, wartościowa i ważna.
W mojej grupie usłyszałam, że nasza Siła Wyższa woli, żebyśmy krzyczeli i wrzeszczeli, niż żebyśmy w ogóle nie mówili. Z radością mogę powiedzieć, że oficjalnie zakończyłam współpracę z moją starą Siłą Wyższą i zatrudniłam nową.
BIULETYN ”RAZEM Z POGODĄ DUCHA” ~ NUMER 37 ~ WYDANIE 1 ~ MARZEC 2021 STR.2

~ Bezsilność i poczucie winy ~
Musiałam przyznać, że jestem bezsilna wobec wielu spraw w moim życiu. Nie potrafiłam opanować własnego życia, a chciałam kontrolować innych. Wszystko to przynosiło mi tylko odrzucenie, urazy, złość, ból, strach, poczucie winy i wstyd.
Kiedy zaczęłam pracę na programie Nar-Anon, zdałam sobie sprawę, że potrzebuję Siły większej niż ja sama,
więc zwróciłam się do Boga. On był jedynym, który mógł mi przywrócić równowagę wewnętrzną. Aby rozpocząć proces zdrowienia, musiałam stawić czoła swojemu szaleństwu i zacząć pracować nad stworzeniem bliskiej relacji z Siłą Wyższą. Musiałam powierzyć Jej swoje życie i wolę, tak jak nauczyłam się rozumieć Ją i Jej miłość do mnie.
Nar-Anon pomogło mi stać się pełną miłości osobą, taką, jaką stworzył mnie Bóg. Jedynym sposobem było oderwanie się z miłością od moich bliskich uzależnionych i powierzenie ich Sile Wyższej. Byłam tak samo uzależniona od nich, jak oni od swoich substancji. Wtedy wiedziałam, że najpierw muszę przyznać to przed moją Siłą Wyższą. Kiedy to zrobiłam,
nasza relacja poprawiła się na lepsze. Wiedziałam, że będzie mnie prowadziła i opiekowała się mną.
Czytałam, że nie powinnam być jak bezwiedny koń czy muł, które muszą być kiełznane uzdą i wędzidłem by móc je kontrolować. Musiałam poddać swój umysł i serce Sile Wyższej i cieszyć się ze wszystkich pięknych rzeczy, które mi się przytrafiają.
Zawsze będę pamiętać, co powiedziała mi kiedyś pewna mądra kobieta: “Bóg stworzył ten dzień specjalnie dla Ciebie, a Ty masz wybór, być szczęśliwą i uczynić ten dzień wartościowym lub być smutną i spisać go na straty.” Powiedziała “Przestań się nad sobą użalać. Szczęście to wybór, którego dokonujemy, a nie emocja, którą czujemy.”
Zaczęłam więc korzystać ze wszystkich narzędzi, jakie daje mi program, a jest ich sporo. Nie jestem w stanie powiedzieć, które narzędzie jest dla mnie kluczowe, ale im dłużej jestem w programie, tym bardziej się utwierdzam w potrzebie,
pracy nad Krokiem Pierwszym. Aby pracować nad tym Krokiem, muszę uznać moją bezsilność wobec moich uzależnionych. Muszę także przyznać, że wciąż zaprzeczam, walczę i czuję się winna tego, kim naprawdę jestem.
Nie mogę przewidzieć, kontrolować, a nawet w pełni zrozumieć swoich myśli i uczuć. Są one częścią mojej ludzkiej
natury. Wiem jedynie, że muszę uznać i zaakceptować moich uzależnionych takimi, jakimi są. Wtedy i tylko wtedy
mogę się od nich uwolnić.
Moi uzależnieni nie są już dla mnie ciężarem, są miłością mojego życia, moim powodem do życia. Proszę moją Siłę Wyższą, którą ja nazywam Bogiem, aby pomogła mi przestać siebie i pomogła mi przyznać i zaakceptować to, że jestem BEZSILNA.
Mama czworga (4) uzależnionych
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA” NUMER 36 WYDANIE 4 ~ GRUDZIEŃ 2020 str.4

~ Transformacja! Przyjmowanie sumienia zbiorowego ~
Lampart nie może zmienić swoich cętek, ale gąsienica jest w stanie przekształcić się w motyla. Nie jestem tą samą osobą, którą byłam zanim dołączyłam do Nar-Anon. Zmieniła mnie praca i stosowanie Dwunastu Kroków w moim codziennym życiu. Analogia lamparta i motyla pomogła mi zrozumieć, że przemiana jest możliwa i miała miejsce w moim życiu. Dzięki tej przemianie mogłam zyskać nowe spojrzenie na siebie i swoje otoczenie, co dało mi ogromną motywację do dalszego działania. Czasami zaskakuje mnie, ile można osiągnąć, świętując małe sukcesy na drodze do rzeczy wielkich.
Od czasu do czasu, kontaktuję się z ludźmi z mojego poprzedniego życia, przed dołączeniem do Nar-Anon. Kiedy wchodzimy w interakcje, od razu czuję, że nie zmieniło się ich postrzeganie mnie jako osoby, jednak wiem, że Dwanaście Kroków pomogło mi zmienić moje życie. To wsparcie i konsekwencja w dążeniu do zmian sprawiają, że dziś jestem znacznie silniejsza i bardziej pewna siebie. Właśnie dzięki temu mogę inspirować innych i być dla nich wsparciem w trudnych chwilach.
Dzisiaj czuję się bardziej komfortowo w moim życiu w obecności podobnie myślących „dwunastokrokowych” ludzi. Tam, gdzie to możliwe, unikam interakcji ze starymi przyjaciółmi, a nawet z niektórymi członkami rodziny. Równowaga pomiędzy przeszłością a teraźniejszością jest niezbędna, aby odnaleźć harmonię i otworzyć się na nowe znajomości i szanse. To dzięki programowi Dwunastu Kroków Nar-Anon mam tę percepcję i mogę się chronić, kiedy tego potrzebuję.
Dzięki mojej Sile Wyższej, program stale przynosi mi spokój i pogodę ducha, dzień po dniu. Jedyne, co muszę zrobić to kontynuować pracę i wracać. Wierzę, że każdy mógłby doświadczyć takiego samego spokoju, jeśli odważy się zrobić ten pierwszy krok w kierunku nowego życia.
Niedawno nasza grupa zdecydowała się na sumienie zbiorowe. Ktoś poruszył temat, a kilka minut później powiedział „OK”, zagłosujmy. Według Przewodnika Grup Rodzinnych Nar-Anon dla służb lokalnych* zbiorowe sumienie jest świadomą decyzją i bierze pod uwagę wspólny punkt widzenia grupy. Zatem zamiast głosować, doszliśmy do porozumienia, że zastanowimy się nad tym tematem i omówimy go ponownie na następnym mityngu. Podjęto decyzję o rozpowszechnianiu wszystkich istotnych informacji pocztą elektroniczną. Kilku z nas wymieniło się pomysłami na e-mail; niektórzy byli przytłoczeni tym procesem, jeden członek nie zgadzał się z tym, a inny po prostu chciał, aby wszyscy byli szczęśliwi. Proces ten pokazał, jak ważne jest poszanowanie różnorodności opinii i jak wiele mogą nauczyć się grupy w sytuacjach, które wydają się początkowo nie do przejścia.
Według mnie, celem zbiorowego sumienia nie jest uszczęśliwianie mnie. Celem jest, aby każdy miał głos, przedstawił swoje pomysły i sugestie i wziął odpowiedzialność za słuchanie głosu innych. Oto jak podjąć świadomą decyzję. Wsłuchujemy się w myśli i uczucia, które przynoszą inni, w coś, co może zmienić nasze spojrzenie na dany temat. Dialog i wzajemne zrozumienie są kluczem do budowania trwałych i satysfakcjonujących relacji nie tylko w grupie, ale także poza nią.
W służbie są członkowie z wieloma różnymi pomysłami. To dobrze. Szukamy tego, co pasuje do jedności i wspólnego dobra, a nie do tego, czego chce jeden członek. Jeśli członek ma pomysł i czuje, że nie może go wyrazić, tracimy niesamowitą okazję. Nie bój się mówić! Jest to nie tylko sposób na znalezienie optymalnych rozwiązań, ale także na indywidualny rozwój każdej jednostki w grupie.
Ogólnie rzecz biorąc, było to doświadczenie edukacyjne dla naszych członków. Wierzę, że gdybym nie miała okazji uczyć się i stosować zasad Kroków, Tradycji i Koncepcji podczas mojej służby, straciłabym dwie trzecie mojego zdrowienia. Każdy dzień to nowa lekcja, nowe wyzwanie i szansa na zagłębienie się w nieodkryte jeszcze obszary osobistego rozwoju. Jak inspirujące i zdumiewające jest czytanie i poznawanie zbiorowego sumienia i zasad razem z innymi członkami Nar-Anon! Ta podróż jest nie tylko o uzdrowieniu, ale także o odkrywaniu siebie na nowo.
„Ustalenie zbiorowego sumienia wymaga informacyjnej dyskusji ze strony jej członków przy użyciu Przewodników po służbach lokalnych i światowych oraz przestrzegania Kroków, Tradycji i Koncepcji Nar-Anon w celu podjęcia decyzji.” GLS, 4-4
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA” NUMER 36 • WYDANIE 4 • GRUDZIEŃ 2020 str.2

~ STWARZANIE KOMFORTU x2 ~
Miałam wielkie szczęście, że doświadczając dwóch bardzo różnych rodzajów zachowań, stwarzających komfort innym, znalazłam drogę zdrowienia z obu.
Moje pierwsze doświadczenie ze stwarzaniem komfortu dotyczyło aktywnego uzależnienia osoby, którą kochałam. Obawiałam się kłopotów i niebezpieczeństwa na jakie się narażał. Dlatego byłam gotowa wkroczyć i uratować go przed aresztowaniem, okaleczeniem lub w ekstremalnych warunkach, utratą życia na skutek choroby uzależnienia.
Z programu Nar-Anon dowiedziałam się, że stwarzając komfort do brania narkotyków i chroniąc przed ponoszeniem konsekwencji, skutecznie utrwalałam jego chorobę. Dowiedziałam się także, że uzależnienie to postępująca choroba, która może zakończyć się obłąkaniem lub śmiercią. Przestałam wyświadczać mu przysługi, mimo iż przysparzało mi to emocjonalnych i finansowych trudności. I choć było to równie trudne, co niebezpieczne, w Nar-Anon nauczyłam się, jak zdystansować się z miłością od uzależnionego, jak przestać próbować go zmienić, chronić i stwarzać komfort go zażywania narkotyków, a jak pozwolić mu stawić czoła konsekwencjom swoich czynów, niezależnie od tego jak poważne mogą one być.
Moje drugie doświadczenie ze stwarzaniem komfortu, dotyczyło zdania sobie sprawy, że chronię i stwarzam komfort kilku innym osobom, poza moim uzależnionym.
Pozwoliłam na to, by stać się “dziewczynką na posyłki.” Rodzina, przyjaciele i inni prosili mnie o zrobienie czegoś dla nich, a ja chętnie to robiłam, bez względu na czas, fizyczny lub emocjonalny wysiłek, który musiałam znosić.
Do mojego drugiego doświadczenia zastosowałam zasadę trzech „Z”. Zdałam sobie sprawę ze swojego zachowania, zaakceptowałam fakt, że stwarzanie komfortu było złe i zadziałałam, aby powstrzymać wszelkie tego formy.
Dzięki programowi Nar-Anon nauczyłam się, by rozważać następujące pytanie: “Czy często robię dla innych coś, co mogliby zrobić dla siebie sami?
Szybko odkryłam, że odpowiedź brzmi „Tak.”
Dzisiaj, dzięki stosowaniu hasła “jeden dzień na raz,” zdrowieję z obu typów zachowań stwarzających komfort innym. Pierwsze, dotyczące mojego uzależnionego bazowało na strachu, a to drugie pozwalało na wykorzystywanie mnie.
Dziś mogę odmówić Modlitwę o Pogodę Ducha i zastosować zawarte w niej zasady w życiu codziennym.:
“Boże, użycz mi Pogody Ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić, I mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego”.
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA „ Numer 36 • WYDANIE 4 • Grudzień 2020 STR.6

~ Niech się zacznie ode mnie ~
Kiedy zobaczyłam komunikat, aby wnieść wkład do “Razem z Pogodą Ducha”, pomyślałam, jak wiele korzyści przyniesie naszym członkom pisanie do biuletynu. Pomyślałam! Cóż, to ja, długoletnia członkini Wspólnoty, patrząca na zewnątrz
zamiast do wewnątrz. Zajęło mi trochę czasu, aby zapytać siebie „a co z Tobą?”. I przypomniałam sobie nasze mądre hasło: „Niech się zacznie ode mnie”.
Kiedy zobaczyłam komunikat, aby wnieść wkład do “Razem z Pogodą Ducha”, pomyślałam, jak wiele korzyści przyniesie naszym członkom pisanie do biuletynu. Pomyślałam! Cóż, to ja, długoletnia członkini Wspólnoty, patrząca na zewnątrz
zamiast do wewnątrz. Zajęło mi trochę czasu, aby zapytać siebie „a co z Tobą?”. I przypomniałam sobie nasze mądre hasło: „Niech się zacznie ode mnie”.
Siedząc w ciszy, doświadczyłam odnowienia wiary, a wraz z tym pojawiło się więcej rozmów z moją Siłą Wyższą. To odnowienie rozpoczęło się na długo przed naszą obecną kwarantanną.
W grudniu 2019 roku, wracając z wakacji, mój samochód ześlizgnął się z oblodzonej drogi i zjechał z górki na drzewo. Następną rzeczą, którą pamiętam, była twarz ratownika zadającego mi pytania. Nie pamiętałam wypadku, pęknięcia
szyby, wybuchu poduszek powietrznych. Jedyne, co pamiętałam, to widok drzewa w oddali i myśl: „Uderzymy w to drzewo”.
Kiedy zostałam wniesiona do karetki, poczułam, że chroni mnie Siła większa ode mnie. Byłam kołysana w jej ramionach. To ta sama Siła Wyższa, którą prosiłam, aby dbała o jakość mojego życia. Teraz to o mnie się troszczyła.
Podczas mojego pobytu w szpitalu urazowym patrzyłam często na moją opuchniętą, złamaną, posiniaczoną nogę i wpadałam do studni użalania się nad sobą. Cudem, jeden z troskliwych pracowników przypominał mi, że wszystko będzie w porządku i jakie to błogosławieństwo, że przeżyłam.
Siła Wyższa sprawiła, że wielu ludzi mówiło w Jej imieniu, ale mój umysł zbudował ścianę “biednego ja”, przez którą przebić mógł się tylko kochający głos z zewnątrz.
Na długo przed “Covid-ową izolacją”, zostałam wypisana do domu na wózku inwalidzkim, z balkonikiem do chodzenia i przenośną toaletą. Moje życie polegało na siedzeniu w fotelu rozkładanym, pokonywaniu kilku kroków i jeżdżeniu do lekarza samochodem dla niepełnosprawnych. Byłam bezsilna. W większości spraw musiałam prosić o pomoc mojego męża. Znalazłam się w sytuacji, w której musiałam zrezygnować z dawnej sprawności, siły, ćwiczeń i niezależności. Moje wady charakteru brały górę: użalanie się nad sobą, nieuzasadniony gniew, brak cierpliwości i pokory oraz skupianie się na przyszłości, która jeszcze nie nadeszła.
Miałam dużo wolnego czasu do dyspozycji i dzięki ponownemu połączeniu się z Siłą Wyższą, po kolei, zaczęłam PRÓBOWAĆ żyć chwilą. Identyfikowałam się z zasadą by „nie robić z gęby cholewy”. W tych chwilach ciszy, zaczęłam dostrzegać, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu. Ten wypadek wydarzył się DLA mnie, nie MNIE. Zaczęłam się nawet modlić i głośno rozmawiać z Siłą Wyższą. Mityngi online, literatura, telefony, sponsorowanie i postawa wdzięczności „trzymały mnie w ryzach”. Najważniejszym, o co dziś proszę moją Siłę Wyższą jest „prowadzenie mnie tam, gdzie mam być”. Pozwalam mojej Sile Wyższej, by mnie prowadziła, dzień po dniu.
BIULETYN „RAZEM Z POGODĄ DUCHA” NUMER 36 ~ WYDANIE 4 ~ GRUDZIEŃ 2020 str.3,4
1 151 odsłon
